STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY
"Uroda"
<<<powrót

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

MAM SŁABOŚĆ DO SIEBIE

W rubryce zawód wpisuje: autor, kompozytor, muzyk.
W tej wtaśnie kolejności. Nie jest typem showmana, ale specjalnie nad tym nie ubolewa.
Z GRZEGORZEM CIECHOWSKIM rozmawia Magda Czapińska


Gdy patrzę w lustro... to także po to, żeby sprawdzić, czy ten facet, którego lam widzę, to jeszcze ja. W piosence "Tak, tak" ("...tam w lustrze to niestety ja") chyba udało mi się opisać stan takiej lekkiej pogardy, towarzyszący oglądaniu swego odbicia.

Może to śmieszne, ale... czuję się zażenowany, ilekroć ktoś prosi mnie o autograf. Inni artyści robią to na luzie, mają zawsze pod ręka srebrny flamaster i specjalnie wyćwiczony podpis z efektownym zawijasem. Tymczasem ja uważam za sukces, jeśli uda mi się w tej sytuacji nie zaczerwienić.

Zawód, który wykonuję... polega przede wszystkim na umiejętności wiarygodnego zaglądania w głąb siebie. Piszę piosenki w pierwszej osobie. Nie tylko w sensie gramatycznym, ale także mentalnym.

Najlepsza rzecz, jaka mi się ostatnio zdarzyła to... lato! Zauważyłem, że z wiekiem coraz gorzej znoszę brak słońca.

Czuję się... dzisiaj? Świetnie. Właśnie wczoraj udało mi się skończyć dosyć stresujące nagrania dla jednej z rozgłośni.

Nie lubię mówić o... sobie. Mam świadomość, że wizerunek Grzegorza Ciechowskiego dawno odkleił się ode mnie, tak jak cień od Piotrusia Pana. W wywiadach ciągle prześlizgujemy się przez niewiele znaczące zdania, dlatego coraz trudniej mnie do nich namówić.

Prywatnie... jestem tym samym człowiekiem, klórym jestem nieprywalnie. Staram się o to, żeby nie było dwóch różnych wizerunków Grzegorza Ciechowskiego. Na tym chyba polega siła tego, co robię. Wszystkie moje piosenki i płyty są dokładnym zapisem emocji i stanów psychicznych, które kiedyś przeżywałem.

Obywatel G.C.... to pewien etap w moim życiu, rezultat układu zawodowo-towarzyskiego, w klórym się znalazłem jako partner Małgorzaty Potockiej. Zostały piosenki i to jest w końcu najważniejsze, ale jako człowiek czułem się wklejony w cudzy garniturek, wleczony po różnych imprezach, bankietach... Wizerunek Obywatela G.C. był dosyć odległy ode mnie prawdziwego.

Najlepiej czuję się w roli..., człowieka, który nie musi niczego udawać.

Plotki na mój temat... jestem do nich przyzwyczajony, choć kiedyś reagowałem dosyć nerwowo. Z czasem uświadomiłem sobie, że to walka z wiatrakami.

Moja dewiza życiowa brzmi... gdy zrozumiesz siebie, zrozumiesz cały świat. Myślę, że w każdym z nas jest zawarty mikrokosmos, który jest powieleniem tego, co nas otacza.

Miłość... jest częslo tematem moich piosenek, bo bardzo mnie obchodzi opisywanie emocji związanych z przeżywaniem tego uczucia. Pamiętam parę, która wyznała mi, że po raz pierwszy kochała się przy jednej z moich piosenek. Poczułem wtedy ogromną radość.

Moją największa miłością jest... Ania, moja żona. I trójka moich dzieci.

Jestem dumny z... nie umiem ukryć dumnej miny, kiedy patrzę na moje dzieciaki. Chyba przypominam wtedy mamę małego Simby z filmu "Król Lew''. Ona tak właśnie na niego patrzyła.

Cecha, która mnie najlepiej charakteryzuje to... żarliwość. To jest takie slowo - klucz, które do mnie bardzo pasuje.

Mam słabość do... siebie. Dlatego potrafię sobie różne rzeczy wybaczać i odpuszczać. Na przykład, gdy zdarza mi się czasem spędzić kilka godzin na bezmyślnym przełączaniu kanałów w telewizorze i sączeniu drinków, staram się nic mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

Lubię siebie za... to, że jestem inteligentnym i przystojnym facetem, (śmiech).

Nie lubię siebie za... o, wiele jest takich rzeczy... Czasem bywam haniebnie próżny. Gdy ktoś mówi coś na mój temat, od razu rosną mi uszy, a gdy przestają mówić, czuję niepokój. A tak serio, to myślę, że za długo jestem zbyt tolerancyjny wobec pewnych osób czy ich zachowań.

Moje nerwy... potrafię być bardzo opanowany wobec ludzi, z którymi jestem na dystans, natomiast w domu, wobec bliskich, bywam cholerykiem. Zdarzają mi się niekontrolowane wybuchy. Jest to chyba zdrowsze od tłumienia złości i niezbyt groźne w moim wykonaniu, bo rodzina je najczęściej lekceważy.

Mam naturę... dosyć otwarta, choć wiem, że przez niektórych jestem odbierany jako osobnik introwertyczny.

Staję się nieufny, gdy... ktoś, z kim jestem na płaszczyźnie zawodowej, chce zbyt szybko przenieść się w sferę mojej prywatności. Nie lubię takiego skracania dystansu. Chyba dlatego wolę kontakty towarzyskie z ludźmi spoza środowiska.

Ja... lubię redukować to słowo do takiego "ja", które pamiętam z dzieciństwa. Dbam o to swoje "dziecko wewnętrzne", które pozwala mi czasem czuć się jak pięcio-, sześcioletni chłopiec dokonujący jakiegoś ważnego odkrycia. Te pierwsze zadziwienia w odbieraniu świata są dla mnie czymś najważniejszym. Wysłannikiem w te czasy jest teraz Bruno, trzyletni syn, który jest moim absolutnym klonem, choć oczywiście przyszedł na świat w sposób tradycyjny. Dzięki niemu mogę pewne rzeczy przeżyć raz jeszcze.

Z dzieciństwa najlepiej pamiętam... taki obiazek: jest maj, po zalanym słońcem chodniku ja, czteroletni, w krótkich spodenkach wędruje sobie do przedszkola (bo to były takie czasy, że mały człowiek mógł czuć się bezpiecznie na ulicy). Słońce jest takie ostre, że aż kicham raz po raz. Albo inny obrazek: ja - w kompletnym stroju Zorro: maska, płaszcz, szpada - wpuszczani do zakładowej świetlicy (mój ojciec był prezesem spółdzielni mleczarskiej) dzieciaki na kolejny odcinek telewizyjnego serialu. Miałem przywilej siedzenia w pierwszym rzędzie i regulowania odbiornika. Byłem wtedy bardzo poważnym facetem.

Jako mały chłopiec marzyłem o... podróży do Indii. Trochę mi się pomyliło, bo miałem nadzieję spotkać tam Indian. Któregoś dnia wyruszyłem na dworzec kolejowy z bochenkiem chleba i biletem z napisem: Grzegorz Ciechowski, Indie. Do domu przyprowadzili mnie sokiści.

Mój dom... był spokojny, poukładany i bardzo normalny. Mieszkaliśmy w Tczewie. Ojciec urzędował w tym samym budynku mleczarni, w którym było nasze mieszkanie służbowe, zawsze więc był w pobliżu. Mama (przy mężu), zawsze obecna, pozwalała nam na wszystkie dziecięce zabawy. Ja i moje siostry wspominamy nasz dom ciepło, z sentymentem.

Gdy miałem 17 lat... pojawił się w moim życiu, na jednym z jego ważniejszych zakrętów, człowiek, któremu bardzo dużo zawdzięczam. Był starszy ode mnie o 7-8 lat, nazywał się Jacek Kliński. Grał w zespole muzycznym, malował, pisał wiersze. To właśnie Jacek podsuwał mi płyty jazzowe, tomiki poezji, zapraszał do wspólnego muzykowania. Pamiętam, że gdy pokazałem mu swoje pierwsze wiersze, powiedział: "Skoro tak piszesz, to pora, żebym ja przestał". Czasem się zastanawiałem, co by było, gdybym nie spotkał wtedy Jacka.

Poezja... jest moim zdaniem bytem wyższym. Teraz przyszły takie czasy, że poezja w czystej formie jest rzeczą rzadką. Myślę, że głód poezji zaspokajają właśnie piosenki. Ale moimi mistrzami nie są autorzy piosenek, lecz poeci. Zawsze czytałem poezję i nadal to robię.

Chętnie wracam... do Walta Whitmana. Z poetów amerykańskich wymieniłbym jeszcze Ezrę Pounda. No, i oczywiście Apollinaire'a, który dla mnie jest jak wzorzec metra z Sevres - wzorcem żarliwości i twórcą najlepszych erotyków. Z poetów polskich wymieniłbym Grochowiaka, Różewicza, bardzo odpowiada mi dyskretny urok poezji Szymborskiej. Lubię formy krótkie, wręcz siedemnastozgłoskowe, takie jak haiku. Napisałem na ten temat pracę magisterską, której wprawdzie nie obroniłem, ale haiku broni się przecież samo.

Moje piosenki... powstają w ten sposób, że na początku zawsze jest impuls muzyczny, słowa dopisuje do zaaranżowanej już muzyki. Jestem pewien, że tekst do tej muzyki już gdzieś istnieje, ja go tylko muszę odkryć, dokopać się do niego jak archeolog. To coś takiego jak szukanie słów w przestrzeni. Muzyka jest dla mnie tylko nośnikiem pewnych emocji, tekst jest ważniejszy, a mimo to nigdy nie powstaje jako pierwszy.

Pieniądze, mamona... "Mamona" to tekst, który jest prowokacją i komentarzem do tego, co się wokół nas dzieje, jest przede wszystkim próbą zajrzenia w siebie. Napisałem to pod płaszczykiem cynizmu, ale dosyć uczciwie. Dlatego zaszokowała mnie reakcja pewnego krytyka, mojego kolegi zresztą, który powiedział rni, że ta piosenka jest poniżej mojej godności, że nie powinienem czegoś takiego śpiewać. Nic przyszło mi do głowy, że można to odebrać aż tak wprost.

Nikt nigdy nie zmusi mnie... do robienia rzeczy, którym nie towarzyszy uczucie przyjemności i spełniania się. Mam na tyle wygodną sytuacje, że mogę sobie na to pozwolić.

Czas uczy mnie... że im później, tym trudniej. Z wiekiem zyskujemy wprawdzie sprawność i lekkość w sprawach zawodowych, ale coraz trudniej to sprzedać. Dlatego należy ciągle się uczyć i zmieniąc. Artysta powinien traktować to wręcz jako obowiązek wobec siebie.

Energię do pracy czerpię z... rodziny. Nie wiem, skąd można czerpać energie żyjąc samotnie. Wprawdzie rodzina jest także największym pożeraczem tej energii, ale to przecież główny powód podejmowania wszelkich wysiłków.

Moje ciało... jestem dość czuły na tym punkcie. W kacie pokoju stoi maszyna, która przypomina trochę narzędzie tortur. Służy mi ona do walki z dodatkowymi kilogramami.

Uwielbiam... niedzielne poranki. Niedziela to taki specjalny dzień, w którym wszystko może zdarzyć się trochę później.

W głębi duszy... wcale nie jestem tak pewny swego, jakby to się mogło wydawać patrząc z zewnątrz. Bywa, że pozornie niewiele znaczące rzeczy potrafią zachwiać moją pewnością siebie.

Podobają mi się kobiety, które... o Jezu! Mnie się podobają prawie wszystkie kobiety.

Jak balsam działa na mnie... błogie lenistwo. Bardzo lubię mieć czas, a kiedy uda mi się skończyć pracę w terminie, to z rozkoszą oddaję się próżniactwu i słodkiemu nicnierobieniu.

Do furii doprowadza mnie... sytuacja, gdy jestem pasażerem, a ktoś zbyt szybko prowadzi samochód. Nie znoszę brawury za kierownicą.

Codziennie rano... uwielbiam ten moment, gdy otwieram oczy. A właściwie to dzieciaki mi otwierają oczy. bo każdy dzień zaczyna się od ich wtargnięcia do naszego łóżka. Poza tym bardzo lubię te wszystkie codzienne domowe rytuały: śniadanie, odprowadzanie dziecka do przedszkola...

Do poduszki czytam... nie zawsze, ale kiedy intensywnie pracuję, to karmię się przed snem rozmaitą "paszą" literacką. Czytam wtedy bardzo różne rzeczy: od XIX-wiecznej poezji po czasopisma literackie. Szukam w nich inspiracji, pewnego rytmu, właściwej frazy. Ostatnio dobrze mi się śniło po przeczytaniu dwóch znakomitych powieści Olgi Tokarczuk - "Prawiek" i "Dom dzienny, dom nocny" - polecam.

Kiedy mam chandrę... takie stany raczej mi się nie zdarzają (no, chyba że zima trwa zbyt długo), bo jestem człowiekiem dosyć odpornym na przeciwności losu. Natomiast czasem wpadam w stan melancholii, który bywa twórczy, więc nawet go w sobie podtrzymuję, żeby dłużej się nim nacieszyć.

Polityka... to może zabawne, ale interesuje mnie o tyle, o ile na podstawie fizjonomii konkretnego polityka potrafię określić jego przynależność partyjną. Na marginesie: ci politycy, których odbieram pozytywnie, najczęściej należą do Unii Wolności.

Złota Rybko... mam jedno życzenie. Daj mi pilota do zatrzymania czasu. Chcę mieć możliwość zatrzymywania świata w stop-klatce.

"Uroda", Nr 8; Sierpień 1999 rok


początek strony