STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY
Magazyn "Tylko Rock"
<<<powrót

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

REPUBLIKA - siedem opowieści

OPOWIEŚĆ PIERWSZA, O NIEBIE

Studio nazywa się po prostu Studio GC. A za znak firmowy ma czterech puzonistów. GC, bo to studio Grzegorza Ciechowskiego. Puzoniści, bo mieści się przy ulicy ich imienia. Willowa uliczka bardzo blisko południowej granicy Warszawy. Dla niektórych pewnie koniec świata. Dla Ciechowskiego: początek nowego życia. Rozmawia ze mną siedząc tuż obok stołu mikserskiego. Choć dom jest bardzo duży, jakoś tak zupełnie naturalnie poprowadził mnie od razu do swego studia. Pierwsza płyta, jaka tutaj została nagrana to Siódma Pieczęć Republiki - w sierpniu tego roku.

Ja tu nikogo nie wpuszczam. Nagrywam tylko moje produkcje. Powstało tu też dużo sygnałów radiowych, reklam - normalna sprawa dla każdego studia... W przypadku tej płyty mieliśmy komfortową sytuację: mogliśmy zamknąć się w kręgu tylko tych osób, z którymi chcieliśmy pracować. Było nam jak w niebie. Kiedy mieliśmy ochotę, to wychodziliśmy na dwór, robiliśmy sobie grilla, jedliśmy, obok była Lola i jej osiem szczeniaków. Nastrój był niesłychany. Wszystko się udawało. Ja nie wiedziałem, czy w tym studiu można nagrać płytę, i okazało się, że trudno byłoby gdzie indziej zrealizować płytę o takim brzmieniu. Bębny nagraliśmy tylko na dwa mikrofony, z własnym pogłosem pomieszczenia i są to najlepsze bębny na płytach Republiki.

OPOWIEŚĆ DRUGA, O WŁOSACH

Pytam o nową fryzurę Ciechowskiego. Jak na swe dotychczasowe normy - został długowłosym. To jest przedziwne: ilekroć mam inną długość włosów, to wszyscy dopatrują się w tym informacji - odpowiada śmiejąc się. Gdy zaczęliśmy pracować nad płytą to już miałem dosyć długie. Myślę, że obcinając je obciąłbym kawałek tego, co działo się przez ten czas.

OPOWIEŚĆ TRZECIA, O PROWINCJUSZACH

Premiera nowego repertuaru Republiki miała miejsce podczas festiwalu sopockiego. W postaci - powiedzmy - minirecitalu. Dlaczego był on aż tak bardzo mini? To naprawdę miał być recital, ale nam go zredukowano do 10 minut. Nie było nawet czasu na bis, bo zaczynała się "Panorama". A dla Marca Almonda przewidziano godzinę czy nawet półtorej. Prowincjonalizm niektórych naszych organizatorów polega na tym, że jakiekolwiek nazwisko zagraniczne znaczy dla nich więcej niż krajowe.

Jaką wagę ma dziś dla publiczności słowo Republika, będzie można przekonać się w czasie październikowo-listopadowej trasy po kraju. Ciekwostka: do biletu będzie dołączana kaseta - gdy trasa nazywa się Coca-Cola przedstawia: Republika, "Siódma Pieczęć" możliwe są takie cuda.

OPOWIEŚĆ CZWARTA, O HAMMONDZIE

W pomieszczeniu, w którym stoi stół mikserski, jest jeszcze miejsce dla fortepianu Bechstein, eleganckiego staruszka z początku tego wieku. A obok zmieściło się jeszcze inne, nowsze, choć już też trochę leciwe cudo: szlachetny muzyczny mebel, organy Hammonda, model M-100. Kiedyś instrument kojarzony z ambitnym rockiem, później niemal wyklęty, a ostatnimi czasy zrehabilitowany dzięki takim artystom jak The Charlatans.

Ciechowski chętnie opowiada mi, jak stał się właścicielem tych organów. Zaczęło się od tego, że trafił na ogłoszenie w prasie: ktoś z Tomaszowa Lubelskiego chciał sprzedać oryginalnego Hammonda, z głośnikami Leslie... Zadzwonił, zapytał, czy jeszcze aktualne. Rozmówca po drugiej stronie przewodu był bardzo zdziwiony. Rzeczywiście, miał Hammonda - nawet dwa - ale ogłoszenia nie dawał, i nie chciał sprzedać instrumentu... Zacząłem go podchodzić. W końcu powiedział "Dobrze, niech pan przyjedzie, ale niczego nie obiecuję"... Okazało się, że jest to fotograf, który grywał na weselach. Hammond był odrestaurowany, w stanie idealnym. Mimo to myślałem, że wprawię faceta w osłupienie proponując mu Korga albo jakiś inny instrument, który można wziąć pod pachę. A on na to: "Panie, co mi tu pan opowiada...". Otworzył tylną pokrywę Hammonda i powiedział: "Widzi pan? Ten instrument gra własnym głosem. To jest jak mała fabryka. Te wszystkie rzeczy produkują swoje barwy". Myślałem, że będzie chciał windować cenę, ale jak ją w końcu podał, to była bardzo umiarkowana. Powiedział: "Panu to sprzedam, ale pod warunkiem, że będzie to instrument nagrywany, że nie przepadnie".

Dowiaduję się, że Ciechowski - z myślą o trasie Siódmej Pieczęci - kupił też od fotografa drugiego Hammonda, o mniejszych gabarytach. Słucham jego zachwytów: wspaniale mu się gra na tych starych organach, lepiej niż na wszystkich tych nowoczesnych klawiszach.

Ciechowski stał się też od niedawna właścicielem czerwonego Gibsona z 1962 roku. Takie instrumenty to są skarby, l w związku z tym, że posługujemy się nimi, Leszek Kamiński nagrywał to wszystko z zerową korekcją. Brzmienia tych zespołów z lat siedemdziesiątych są tak mocne, tak pełne życia, bo to były dobre instrumenty, a nie samplery...

OPOWIEŚĆ PIĄTA, O PRZEBUDZENIU

Siódma Pieczęć - piąta duża płyta Republiki i jedenasta w dyskografii Grzegorza Ciechowskiego. l być może pierwsza tak duża niespodzianka. Republika, która kiedyś torowała drogę polskiej nowej fali, tu brzmi bardzo tradycyjnie. Chwilami jakby przenosi słuchacza w czasy, gdy powstało Riders On The Storm Doorsów (Nostradamus).

Ciechowski pozostaje przy swych ulubionych chwytach aranżacyjnych i motywach melodycznych, lecz pojawiają też riffy, które przywodzą na myśl hippisowskich bogów elektrycznej gitary (Nasza pornografia). Jeśli partia fortepianu przypomina pierwsze przeboje zespołu, to idzie w parze z solem gitarowym będącym zaprzeczeniem dawnej, republikańskiej zwięzłości (Przeklinam cie za to). Ci, którzy woleliby, aby zespół nie zmieniał się, mogą po prostu bardziej wsłuchać się w teksty. Tu styl Ciechowskiego pozostał właściwie nietknięty. Dalej po swojemu rozlicza się on z samym sobą i ze światem.

Tytułowa Siódma Pieczęć wzięła się z filmu Ingmara Bergmana ale też z doświadczeń tego roku, nie tak dobrego do końca: niespodziewanie zmarł mu ojciec... Nadal potrafi pisać o miłości jak mało kto. Dalej zapisuje z Republiką tomiki swych rockowych poezji, choć... może już nie tak awangardowych jak kiedyś. Ale czy mogło być inaczej?

Pierwsza ptyta to było wyzwolenie się z pewnych stylów, pewnych instrumentów, żeby oznajmić: oto nowa deklaracja estetyczna, polegająca na kanciastym rytmie, na wielkiej oszczędności muzycznej, na tekście, który jest najważniejszy... W pewnym sensie sugerowanie, że nie umiemy grać za dużo i w związku z tym gramy prosto - na tym to wszystko polegało... Natomiast w tej chwili mamy ewidentny powrót do lat siedemdziesiątych w produkcjach światowych. Ale dla nas nie było to najważniejsze przy tym wyborze. Dla mnie ważniejszy był nasz koncert akustyczny w Łodzi. Stwierdziłem, że nasza muzyka żyje tylko wtedy, kiedy jest od początku do końca zagrana. Gdy nawet moje intencje jako aranżera i programisty są jak najlepsze, jeżeli nawet udaję, że coś jest zagrane na żywo - bo naprawdę można nieźle udawać - to nie ma czegoś, co jest magią zespołu...

Zaraz potem przeszliśmy, oczywiście, do rozmowy o Siódmej Pieczęci... Ta płyta różni się przede wszystkim tym, że postanowiliśmy, iż będzie wspólną kompozycją. Nawzajem zaprosiliśmy się do grania... To niewątpliwie taki mój zabieg polityczny, który otworzył ich wszystkich. Nie chcę tworzyć mitu na temat demokracji w tym zespole. Nadal jestem liderem. Chodzi o to, że wszyscy w zespole obudzili się po raz drugi jako muzycy... Płyta różni się jeszcze czymś - była pierwszą Wielką Improwizacją w Republice znanej dotąd z pedanterii: Naprawdę nie przygotowywaliśmy się. Wiedziałem tylko, że na pewno nie będziemy korzystać z syntezatorów ani żadnych programowanych rzeczy... l była ta płyta zwykłym stresem Ciechowskiego: Powstało więcej kompozycji niż mogło wejść i "tylko" tekstów jeszcze nie było... Kończyliśmy o trzeciej w nocy i do szóstej nad nimi siedziałem. Dziury robiłem w podłodze, tupiąc nogą.... "Reinkarnacje", którą mieliśmy zagrać w Sopocie, napisałem o 7 rano, tuż przed wyjazdem... Ale ja zawsze piszę w ostatniej chwili. Wtedy jest największe ciśnienie i najlepiej to wychodzi.

OPOWIEŚĆ PIĄTA, O DOBREJ ŻONIE

Jeszcze rozmawiałem z Ciechowskim, gdy Zbyszek Krzywański zajrzał do studia, pokręcił się i powiedział: Nudzi mi się. Wyglądał jakby trochę za późno poszedł spać ostatniej nocy, ale gdy zacząłem z nim rozmawiać, okazało się humor ma znakomity. Zresztą jego uśmiechnięta twarz zawsze kontrastowała mi z republikańską, estradową powagą. Zacząłem od pytania, co sądzi o zespołowym autorstwie Siódmej Pieczęci. No bo zdarza się Republice po raz pierwszy... Taka decyzja zapadła przed podjęciem pracy, l okazało się, że była to świetna decyzja. Wyliczanie, kto ma jaki udział, stwarza sytuację, że każdy upiera się do końca przy swoich pomysłach. A przy założeniu, że kompozycje są wspólne, każdy dał z siebie to, co najlepsze. Leszek przyniósł jakiś riff, ja ten riff zagrałem na gitarze trochę inaczej. Grzegorz zrobił do tego wokal i klawisze... Oczywiście przy poszczególnych piosenkach ten proces przebiegał różnie. A w sumie rezultat jest taki, że to wszystko leży pod palcami, że będzie się to świetnie grało na koncertach, i słychać, że jest to takie bardzo swobodne.

Porozmawialiśmy też trochę o artystycznych założeniach dawnej Republiki i tej obecnej. Usłyszałem: Mówiono o nas, że jesteśmy bardzo zimni, mimo iż wcale nie była to cold wave. Chodziło o programową, niewidzialną barierę między sceną a widownią, l to był swego rodzaju show. Teraz wszystko polega na tym, że tak właśnie gramy, jak na tej płycie... No to już chyba pora dowiedzieć się, jak Krzywański widzi ewolucję stylu grupy: To nie ma być konglomerat muzyki wykonawców z końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych, to ma być w dalszym ciągu Republika. Skąd więc ta zmiana brzmienia? Mamy w okolicach 30 i więcej lat. To jest taki wiek, że już się sięga do swojej młodości. A my wychowaliśmy się na tamtej muzyce. Co nie znaczy, żeby dziś wydawały mu się sztuczne nowofalowe początki Republiki: Jak się ma 20 lat, to człowiek stara się jak najszybciej zapomnieć o dzieciństwie. Stara się być bardzo dorosłym, l to jest fajne, pozytywne... To może jeszcze o kulisach powstawania Siódmej Pieczęci!

Także dlatego pracowało nam się inaczej, niż nad poprzednimi płytami, bo studio jest u Grzegorza w domu, bo śpimy tu, jemy wspólnie obiady, wieczorami popijamy sobie piwko. Nie bez znaczenia jest, że z mojego pokoju mam 7 metrów do studia - na dobrą sprawę mogę tam pójść w piżamie i zagrać. Mamy tu wymarzone warunki i nie sądzę, aby zaczęło to demobilizować. Będziemy spotykać się co jakiś czas na dwa, trzy dni i kompletować pomysły na następną płytę, l nie sądzę, żeby atmosfera zmieniła się. Czy znaczy, że liczy, iż w Republice dotrwa do emerytalnego wieku? Lepiej mieć dobrą żonę niż 150 najlepszych kochanek - odpowiada robiąc zabawną minę.

OPOWIEŚĆ SZÓSTA, O SKUTECZNOŚCI

Leszek Biolik jest najmłodszym Republikaninem, i stażem, i wiekiem - rocznik 65. Wcześniej można było go zapamiętać z zespołów Daab i Paff. Zagrał też u Ciechowskiego na trasie promocyjnej płyty Tak, tak. Nie chciałbym go tu charakteryzować, bo rozmawiałem z nim po raz pierwszy. Ale zrobił na mnie wrażenie kogoś wrażliwego, zasadniczego i pasującego do Republiki. Jak mi opowiada, umówił się z nimi na pierwsze próby, gdy nagrywali płytę 1991. W tej sesji nie wziął udziału, zaczął swą karierę w Republice w kwietniu zeszłego roku, od koncertu w studiu radiowej "Trójki".

Cieszę się, że nagrywaliśmy płytę dopiero teraz - zaczyna - dzięki temu mieliśmy czas się poznać. A jeśli już pozostać przy Siódmej Pieczęci... Chciałbym, żebyśmy zawsze tak pracowali. Każdy miał swoje miejsce - mniej więcej wiadomo było, jakie inspiracje od kogo popłyną. Nie było czegoś takiego: "To jest moja piosenka i nie będziesz mi mówił, co mam grać". Niektóre piosenki dość długo dojrzewały, jak na tę sesję, bo i bywało, że utwór powstawał w ciągu jednego dnia. Były takie sytuacje, że mieliśmy pomysł na tempo, kolor, klimat numeru, a zupełnie nie mogliśmy dać sobie rady z refrenem. Potem ktoś coś zagrał i nagle okazywało się, że to dokładnie to... Tu wszystko jest pozazębiane, pomieszane - każdy coś dorzucił. Na czym polega różnica między Republiką a zespołami, w których występował wcześniej? Ludzie, z którymi kiedyś grywałem, nie byli skuteczni. Była wspaniała zabawa przy tworzeniu muzyki, ale samo wymyślenie czegoś to tylko początek... Tu pracuje się mając świadomość, że wszystko działa jak należy, że ma się za sobą firmę, w której każdy wie, co ma robić. A jego zdanie na temat samej Republiki? Republika wyskoczyła na początku - jak mi się wydaje -z materiałem już dojrzałym, bardzo charakterystycznym. Teraz jest to już jakby inny zespól - nie ma Pawła, ludzie starsi... l mam wrażenie, że ta płyta jest znów pierwszą płytą.

OPOWIEŚĆ SIÓDMA, O EMOCJACH

Sławek Ciesielski mówi w dość szczególny sposób: powoli, cichym głosem, jakby odmierzając słowa. Można pomyśleć, że to trema, można, że - skupienie. Jakie ma wspomnienia z sesji nagraniowej Siódmej Pieczęci! To wyszło zupełnie naturalnie. Wszystko powstawało na gorąco. Uważa też tę płytę za najdojrzalszą w dorobku Republiki, i - jak dodaje zaraz - ma do niej równie emocjonalny stosunek jak do debiutanckich Nowych sytuacji. Lata, gdy Republika przestała istnieć, nazywa dziś czarnym okresem. Jak się zwierza, nie jest całkiem zadowolony ze swej obecnej sytuacji materialnej. Jednak na pytanie, czy w przyszłości chciałby grać tylko w tym zespole, odpowiada: O niczym innym nie marzę.

WIESŁAW KRÓLIKOWSKI

"Tylko Rock", Grudzień 1993
Fot. Marta i Łukasz Dziubalscy


początek strony