STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY
"...czarno
na białym"
<<<powrót

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

REPUBLIKA: Nowe sytuacje czarno na białym


NOWE SYSTUACJE REPUBLIKI BEZWZGLĘDNIE NALEŻĄ DO NAJWAŻNIEJSZYCH ALBUMÓW POLSKIEGO ROCKA LAT OSIEMDZIESIĄTYCH. NIE TYLKO JAKO UDANY DEBIUT OBIECUJĄCEGO ZESPOŁU I ARTYSTYCZNY CHRZEST GRZEGORZA CIECHOWSKIEGO: DZISIAJ DOSKONALE ZNANEGO KOMPOZYTORA, WOKALISTY, POETY... TA PŁYTA TO PRZEDE WSZYSTKIM PRZEMYŚLANA TREŚCIOWO I MUZYCZNIE WIELOPŁASZCZYZNOWASYMBIOZASPECYFICZNEJ NERWOWEJ MUZYKI I CHARAKTERYSTYCZNEGO ODREALNIONEGO PRZEKAZU OPARTY NA NOWOFALOWYCH SCHEMATACH. DŹWIĘKOSŁOWNY TEATR, KTÓRY W LATACH 80. BUDZIŁ TYLE SAMO UWIELBIENIA CO NIENAWIŚCI. JEDNO JEST PEWNE: TO REPUBLIKA I BRYKADA KRYZYS W NAJWIĘKSZYM STOPNIU PRZYCZYNIŁY SIĘ DO PEŁNEJ NOBILITACJI NEW WAVE W POLSCE I OTWORZYŁY DROGĘ, PO KTÓREJ POSZLI NASTĘPNI... I TAK PIERWSZA REPUBLIKA JAK CZARNA BRYGADA DO DZISIAJ SKUTECZNIE OPIERAJĄ SIĘ ZĘBOM CZASU.


GRZEGORZ CIECHOWSKI : Napierw były - jak to się mówi - lata pracy. Nikt sobie nie zdaje sprawy, że zanim REPUBLIKA wypłynęła z pierwszymi nagraniami, spędziliśmy 3 lata w tzw. "Czarnej piwnicy" klubu Od Nowa w Toruniu. Tam mieliśmy próby i początkowo niewiele wskazywało, że może coś z tego będzie. 95 % utworów, które wtedy graliśmy, właściwie przepadła bez wieści. Teraz wiem, że było to potrzebne. Choćby po to, aby dowiedzieć się czego grać nie powinniśmy. W rodzinie miatem ksywę "próbownik", bo chyba nikt specjalnie nie liczył, że cokolwiek z tego wyniknie. Jedno jest pewne - kumulowała się energia, która w czystej formie została przeniesiona na pierwsze nagrania radiowe, na pierwszą płytę REPUBLIKI. Z tą płytą byta w ogóle dziwna sytuacja. Na "Nowych sytuacjach" zabrakło hitów, które wypromowały ten zespól. Nie było "Białej flagi", "Sexy dolla", "Układu sił", "Telefonów"... Mimo tego album sprzedał się w jakimś nieprawdopodobnym nakładzie. Opowiadając tę całą historię trzeba pamiętać o słowie towarzyszącym nam od samego początku, słowie KONSEKWENCJA. Ptyta miała być opowieścią o jakimś nieistniejącym państwie, nieistniejącej grupie ludzi, którzy kontaktują się w określony sposób, są wyrównywani przez Centralny Wyrównywacz itd. Taka dziwna społeczność, poruszająca się w świecie orwellowskich fantazji. "Biała flaga" czy "Telefony"postugiwały się zupełnie odmienną poetyką, a tu liczyła się pewna literacka opowieść. Druga sprawa - utwory typu "Kombinat", "Układ sił" czy "Gadające głowy" zostały wydane przez inną wytwórnię i fakt, że nie znalazły się na płycie został po części podyktowany stanem prawnym tych nagrań.

ZBYSZEK KRZYWAŃSKI: W przygotowanie płyty włożyliśmy mnóstwo pracy. Sześć dni w tygodniu, po kilka godzin mieliśmy próby. Warunki były takie że jakby "aktualnie popularne szarpidruty" dzisiaj musiały tak pracować, pewnie szybko dałyby sobie spokój (śmiech). Nie mieliśmy nawet porządnych instrumentów! Ale była taka ochota, taka desperacja... Słuchaliśmy różnych rzeczy, nie fylko TALKING HEADS czy XTC, do których nas. wtedy pównywano. Pamiętam, że był ZAPPA, dużo jazzu...'Chodziło o to, żeby ze swoich umiejętności, ze swojego bagażu doświadczeń wykorzystywać jedynie elementy potrzebne do przekazania ludziom treści, o które ci chodzi. Dlatego np. w "Śmierci w bikini" nie ma wystrzałowej heavy-metalowej solówki... Wiedzieliśmy, że mamy po oc wyjść na scenę, wiedzieliśmy, że jesteśmy potrzebni. "Nowe sytuacje" sprzedały się w 260 tysiącach egzemplarzy w ciągu pierwszego miesiącć - bez żadnej reklamy, teledysków itp. A kosztowały 700 ówczesnych złotych, co stanowiło w tamtych czasach bodajże jedną dziesiątą pensji......

G. : ANDRZEJ. LUDEW, nasz ówczesny manager, zastał nas z pewną koncepcją. Pamiętaj o jednym - REPUBLIKA pochodziła z Torunia, moment historyczny też był trochę inny. Nie miałeś jak dzisiaj sklepu LEVIS'A w każdym mieście. Aby się porządnie ubrać musiałeś jechać do Warszawy, l stąd się wzięły mity, że ANDRZEJ nas ubierał. Oczywiście, że nam pomagał - choćby dlatego, że wśród nas był jedynym dobrze sytuowanym człowiekiem. My byliśmy biednymi studencikami, którzy sprzedali w antykwariatach swoje wszystkie książki, zęby było na sprzęt. Jechaliśmy do Rembertowa "na ciuchy" i wybieraliśmy rzeczy, które pasowały do wcześniej przygotowanego wizerunku. Np. słynny krawat w pasy. Leżał w stercie ubrań, ANDRZEJ go zauważył i potem stał się jednym ze słynniejszych krawatów w tamtym dziesięcioleciu (śmiech). To, że REPUBLIKA ubierała się na czarno i na biało było dla nas oczywiste.

Z. : Znakomicie pasowało do otaczającej nas rzeczywistości. Były jasno określone dwie strony barykady - czarna i biała. Z drugiej strony taki był nasz przekaz. Bardzo wyraźny, jak granica pomiędzy czarnym a białym, tym co przed sceną i na scenie. Formuła naszych koncertów, programowy chłód, nasz wygląd - to wszystko miało działać. I działało. Osiągnęliśmy swój cel. Wystarczyło, że ktoś z nas wymienił jakiegoś autora, a młodzi ludzie natychmiast biegli do księgarni i próbowali znaleźć te książki. Nawet nie wiedząc, że niektóre z nich tak jak np. "1984" ORWELLA były wtedy na indeksie. To się nazywa budzenie wrażliwości. Tworzyliśmy taką małą subkulturę....

G.: Czarno-białe pasy w elementach scenografii, czarno-biata flaga, napis REPUBLIKA pisany zaprojektowaną przez ANDRZEJA LUDEWA republikarysą. To wszystko razem funkcjonowało tylko dlatego, że byliśmy konsekwentni. Kiedy graliśmy tzw. spędy, dla oświetleniowca było jasną rzeczą, że podczas naszego koncertu trzeba wyjąć wszystkie filtry z reflektorów... Oczywiście nie wszyscy to rozumieli. Jeżeli w większości zespołów przekaz rockowy polega na kon takcie, my nastawialiśmy się na komunikat. I czasami młodym ludziom wydawało się, że uważamy ich za coś gorszego. Nie krzyczeliśmy "hej, jesteście gotowi, będziemy się wspaniale bawić". Przedstawialiśmy nasze myślenie i naszą metaforę rzeczywistości. Chcieliśmy poruszyć ludzi. Jakie wywyższanie się? Wychodzić na scenę i udawać, że nie lubi się własnej publiczności? To idiotyzm. REPUBLICE zawsze chodziło o pewnego rodzaju spektakl i takie w założeniu miały być nasze koncerty.

Z: Kiedy GRZEGORZ przynosił na próbę teksty pamiętam, że wywierały na nas ogromne wrażenie. Nietrudno było się z nimi identyfikować. Zresztą, do dzisiaj są mi bliskie. REPUBLIKA zawsze stanowiła zwartą grupę przyjaciół. GRZEGORZ często mówi o sobie "odkrywca". Nie pisze tylko odkrywa treści, które gdzieś tam wiszą w powietrzu i tylko przelewa je na papier.

G: "Nowe sytuacje", utwór otwierający ptytę był takim standardowym utworem, pokazującym stylistykę ówczesnej REPUBLIKI - kanciasta faktura rytmiczna, komunikat zawierający się w trzech zdaniach... "System nerwowy", piosenka o atakujących nas informacjach, niewiele straciła na aktualności. "Arktyka" czyli "Syberia" lest przykładem mojej metody na przekomarzanki z cenzurą. Wiadomo, że "Syberia" jako element geograficzny, który przekonuje o chłodzie naszego serca zostałaby odczytana czysto politycznie.

Dlatego jako furtka dla cenzora pojawiła się Arktyka. Żeby było śmieszniej, walczący z postkomuną prawicowcy do tej pory twierdzą, że to bardzo dobry utwór, bo w Polsce w dalszym ciągu panuje "Syberia".

Z.: Teksty GRZEGORZA miały zdecydowanie szerszy kontekst. Weź "Biatą flagę". Piosenka, która przez wers "co to za pan w tych kulturalnych okularach" została odebrana jako przyczepianie się do JARUZELSKIEGO. A zupełnie nie o to chodzi. Rzeczywiście powstała na przykładzie konkretnego człowieka - kolegi, który kiedyś był wielkim wojownikiem o uczciwość, a potem sam się prostytutował. Zresztą, pamiętam jeszcze bardziej opatrzne interpretacje...

G. : "Prąd", tak samo jak "Mój imperializm", to przykłady mojego pisania erotyków - posługiwanie się językiem, który bardzo rzadko bywa używany w kontekście miłości. Efekt osiągany w ten sposób jest dużo lepszy. Relacje, które się wytwarzają między językiem nieadekwatnym do tematu, powodują właśnie takie dodatkowe spięcie. Podobnie "Śmierć w bikini". Erotyk, a dodatkowo powiastka filozoficzna o tym jak blisko jest od miłości do śmierci. Pozostałe piosenki są kolejnymi odsłonami tego o czym mówiłem. Naszej REPUBLIKI, czyli krainy metafory.

Z.: Ja uwielbiam tę płytę. Do dzisiaj gramy z niej przynajmniej pięć piosenek. Jeśli chodzi o muzykę, nie mam zastrzeżeń. Tak wtedy graliśmy, tak chcieliśmy to nagrać nic byrn tu nie zmieniał. Jasne, że są niedociągnięcia, ale musiałbym obwinić za to czasy. Nie taka realizacja, nie takie instrumenty, terminy w studio... Do dzisiaj uważam, że płyta jest rewelacyjna. Może niektórzy koledzy - muzycy teraz się nie przyznają, ale wydaje mi się, że tą ptytą ukierunkowaliśmy wielu polskich wykonawców. Przetarliśmy im ścieżkę. Pokazaliśmy, że można w inny sposób Wyrazić, co się myśli. Że nie chodzi o to, by wyjść na scenę, zagrać przepiękną, półgodzinną solówkę i to wszystko.

G. : "Nowe sytuacje" po latach zachowują swój urok i swój bezpretensjonalizm. Może dlatego, że wtedy nie myślało się jak tu oczarować publiczność. Zapisaliśmy to co byto w nas. Dopiero potem, po wyrzuceniu z siebie natłoku informacji musieliśmy przystanąć zastanowić się nad następnymi płytami.

Z.: Fakt, że zdarzyła się REPUBLIKA, że pierwsza płyta była właśnie taka.... Dla mnie to jedne z najważniejszych zdarzeń w życiu. Wszystkie późniejsze historie były tego konsekwencją. Gdyby nie "Nowe sytuacje" nie wiem co bym dzisiaj robił, w jakim niejscu bym się znalazł. A tak, jestem szczęśliwym człowiekiem. Kiedyś zaczęliśmy grać razem i na dobrą sprawę nie wiedzieliśmy co będzie dalej. Angażowaliśmy się na sto procent. Staliśmy w jednej linii przeciwko czemuś, co nas wkurzało i w jednej linii za czymś, co nam się podobało...

Z : Ludzie, którzy bywali na naszych koncertach pamiętają je do dzisiaj. Udzielaliśmy kiedyś wywiadu w radio, zadzwonił słuchacz i nawiązując do pamiętnego koncertu z Jarocina '85 powiedział "GRZEGORZ, na twoje ręce dla całego zespołu - ja was przepraszam, ja też wtedy rzucałem...". Słuchaj, no nie wiem czy to się zdarza innym zespołom... Powiem jeszcze raz REPUBLIKA to wielki zespół. Tak uważam i wydaje mi się, że zapracowaliśmy sobie na taką opinię.

Z dwójką REPUBLIKANÓW dobre czasy wspominał Kowalczyka
Źródło nieznane - przyp. PM


początek strony