STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY
"Magazyn Muzyczny"
<<<powrót

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

Magazyn Muzyczny
(fragmenty wywiadu, maj 1986)

Autorzy: Wiesław Królikowski i Jerzy Rzewuski

W kwietniu minęło 5 lat od pierwszego koncertu Republiki: zespołu, który powstał w wyniku zmian personalnych w amatorskiej grupie Res Publica. wspominając w jednym z wywiadów początki działalności Republiki powiedziałeś, że tworząc pierwszy program nie mieliście żadnej koncepcji...

Inaczej bym to określił. Ten pierwszy, pamiętny kwietniowy koncert uświadomił nam tylko, że nasze oczekiwania przekraczały w znacznym stopniu to, co wtedy graliśmy, że znowu wszystko trzeba zaczynać od początku. No, niezupełnie od początku. Z tego okresu została nam "Biała flaga". Co do tego utworu już wtedy nie mieliśmy żadnych wątpliwości. "Idziemy dalej w tą stronę" - powiedzieliśmy sobie. I poszliśmy bardzo szybko, bo w ciągu 2-3 miesięcy powstał nowy repertuar. W tym czasie też odszedł od nas piąty Republikanin - Adam Szałach. "Wybieram konewkę" - powiedział i wyjechał do Bydgoszczy studiować tajemnice waltorni.

Mówiłeś też kiedyś o inspirującej roli klubu "Od Nowa". Z czego ona wynikała?

Było tam około ośmiu zespołów, z których każdy raz w miesiącu musiał dać koncert. I to mobilizuje do pracy. Próby odbywały się codziennie lub co drugi dzień. Wtedy to był w ogóle dziwny klub... Mieścił się w piwnicach Dworu Artusa. Grube mury. Pomalowane na czarno pomieszczenia. Pięciominutowe wędrówki w ciemnościach w poszukiwaniu kontaktu. Dziś "Od Nowa kontynuuje swoją działalność w innym lokalu, ale brak tamtej atmosfery.

Republika okazała się jedyną grupą z tego klubu, której udało się zrobić ogólnokrajową karierę.

To mnie nie dziwi. Dziwi natomiast, że jakoś nikt nie zauważa innych w kolejce, choćby Rejestracji czy Nowo-Mowy. Ci pierwsi startowali niemal równocześnie z nami. Wracając do Republiki: zrobienie tzw. kariery było dla nas tylko skutkiem ubocznym tego co zamierzaliśmy.

Powodzenie, popularność a wraz z nimi obelgi, załamania koniunktury - to wszystko zdobywa się mimochodem, lecz tylko wtedy, gdy nosi się w sobie poczucie wartości tego, co się robi. Można wyjść bez szwanku z takiej sytuacji.

Podobno długo nie byłeś przekonany, że możesz śpiewać na profesjonalnej estradzie, a pianistą w zespole zostałeś z konieczności.

Rzeczywiście, początkowo przyprowadzaliśmy na próby różnych wokalistów. było sporo śmiechu i jeszcze więcej rozczarowań. Śpiewałem wtedy na próbach, bo wszyscy chcieliśmy, żeby powstał nowy repertuar. Wkrótce okazało się, że nie ma takiego wokalisty, który potrafiłby podążać moim śladem i przełamać te bariery, które ja już miałem za sobą. Jednocześnie musiałem dużo pracować nad fortepianem. Co było robić? Adam odszedł, a wszyscy wiedzieliśmy, że im więcej "obcych będziemy dopuszczać do współpracy, tym bardziej rozpraszać się będzie nasza uwaga.

Jak to się stało, że jednak zespół przetrwał?

Po prostu cały czas przekonywałem: słuchajcie, ta grupa zaistnieje, wiem o tym! Nie mogę wam jeszcze powiedzieć, że będzie tak i tak, bo w tej chwili szukam, ale pozwólcie, że będziemy szukać razem. Chodziłem, gadałem, aż w końcu wszyscyśmy do siebie chodzili, gadali. I w momentach, kiedy brakowało mi wiary w to wszystko, oni robili to, co ja na początku, czyli gadali, przekonywali. Wszyscyśmy ruszyli jednym torem. I to było najważniejsze.

Czy za zmianą nazwy z Res Publica na Republika kryła się jakaś "ideologia?

Nazwa jest po prostu nazwą. Dziś nie zamierzam się już z tego tłumaczyć. Słowo "republika brzmi lepiej, mniej pretensjonalnie.

Czy w okresie istnienia Res Publiki próbowałeś już komponować dla zespołu?

Próbowałem, ale - pożal się Boże - co to były za kompozycje! Po rozpadzie pierwszego składu, a przed powstaniem Republiki, wytworzyła się półroczna dziura czasowa, którą cichcem wykorzystałem. Zapomniałem na ten czas o swoich ambicjach liderowania i bez szemrania wygrywałem solówki w standardach jazzowych zespołu Jazz Formation. Słowo jazz - jak słyszycie - powtarza się tu często, ale moje granie z czystym jazzem niewiele miało wspólnego. Ważniejsze jednak było to, że poznawałem harmonię, skale, że terminowałem muzycznie. Intuicja i emocje przestały mi wystarczać.

Pierwsze nagrania Republiki wypadły zaskakująco ciekawie jak na początkujący zespół. Był wśród nich jeden z najbardziej intrygujących muzycznie utworów w twoim dorobku - "Kombinat. Konstruując melodię zrezygnowałeś tu z toniki jako z stałego punktu oparcia; użyta progresja melodyczna jakby "rozłamuje tonację...

Ja bym tego nie uważał za jakąś koncesję muzyczną, która później została zarzucona. Po prostu był to kawałek z pomysłem. Tekst powstawał równo z kompozycją i narzucał pewne rozwiązania muzyczne.

Co Ci dała inspiracja ówczesnymi anglosaskimi wykonawcami nowofalowymi, bo jest to widoczne?

To były śmieszne czasy. Prezenterzy radiowi przeklinając na odległość punk rock, wyrażali nadzieję, że to obrzydlistwo nigdy do nas nie przywędruje. A młodzi muzycy uprawiali handel wymienny płytami. Z Torunia do Warszawy i odwrotnie wędrowały plecaki pełne The Stranglers, B-52s, Dead Kennedys, Patti Smith, XTC, Television, Suicide, czyli przysłowiowy groch z kapustą. Jedno co miały te płyty ze sobą wspólnego - to świeżość, nowe patrzenie na muzykę. Wszystkie te grupy patrzyły w jedną stronę, ale każda w inny punkt. Druga sprawa - to odwrócenie się od artystowskich zapędów "dinozaurów. Muzyka, której wtedy słuchaliśmy była purystyczna w swojej nowej wierze. Pewnie dlatego i my wstępowaliśmy na nasza drogę oczyszczając ją z wszelkich naleciałości i pozostałości lat 70-tych. Słuchając w roku 80-tym rzeczy starych wiedzieliśmy, jak grać już nie można. Słuchając rzeczy nowych zauważyliśmy, że trzeba ruszyć tą samą drogą, ale z głową uniesioną wysoko, nie spoglądając na świeże koleiny po poprzednikach. Tyle o muzyce i jej interpretacji. A teksty? Teksty to już zupełnie inna, a właściwie zupełnie "nasza sprawa.

Wspomniana piosenka Kombinat ma nieco kabaretowe zabarwienie. O tego rodzaju inklinacje można cię też posądzić po wysłuchaniu niektórych spośród późniejszych nagrań - weźmy choćby Sam na linie z najnowszego singla.

Nieustanne tango też jest troche kabaretem, podobnie - Kurtyna. Nigdy nie bawiłem się w kabaret, ale muzyka, którą gramy jest na tyle uniwersalna, że można ją łączyć z najróżniejszymi gatunkami. Lecz jeśli w tym kontekście mówimy o kabarecie - to raczej miejmy na myśli pewien dystans do wyrażanych treści, który w kilku naszych piosenkach się pojawia. Dystans do poruszanego tematu, do samego siebie, niekiedy zerwanie z powagą. Tak to rozumiem.

Początkowo można było odnieść wrażenie, że Republika będzie wykonywać nie tylko twoje utwory - np. Układ sił skomponował perkusista zespołu, Sławomir Ciesielski...

I nie tylko o Układzie sił trzeba tu powiedzieć. Zbyszek na przykład ma swój udział w skomponowaniu Lunatyków i Obcego astronoma bo zbudował ramy harmoniczne tych utworów. W nowym programie jest kilka zespołowych kompozycji... Jak więc widzicie nie jestem tyranem, który stara się narzucać wyłącznie własny repertuar.

Może opowiedziałbyś, jak powstają twoje utwory?

Co, mam wam zdradzać swoje tajemnice? Jeśli wpadam na jakiś motyw, dzieje się to np. na spacerze. Wtedy wracam natychmiast do domu i mój pies przeklina w duchu wenę, która spłynęła na jego pana. Krótko mówiąc: rzecz polega raczej na wewnętrznym poczuciu rytmu, na zmyśle melodycznym, a nie na kombinowaniu w oparciu o zasłyszane melodie czy harmonie. Mogę też odpowiedzieć w ten sposób: dokładnie znam granice obszaru, po którym mogę się poruszać wokalnie - to również określa moje komponowanie. Choć momentami okazuje się, że mogę bezwiednie pokonywać niektóre bariery.

Na przykład?

Myślę tu przede wszystkim o muzyce do spektaklu baletowego Republika - rzecz publiczna, wystawionego w Teatrze Wielkim w Łodzi w zeszłym roku.

Co ci to dało? Czy bardziej poczułeś się artystą?

Takich potwierdzeń nigdy nie potrzebowałem. Artystą czułem się, gdy w wieku dwudziestu lat pisałem wiersze i jeszcze nie było Republiki. Chodzi o to, że przy opracowywaniu muzyki przeznaczonej do tego spektaklu po raz pierwszy skorzystaliśmy z improwizacji i w ten sposób w ciągu kilku godzin powstało kilka kompozycji. Kompozycji zupełnie różnych od tego, co robiliśmy wcześniej, ale nadal zachowujących nasze piętno. Pragniemy w oparciu o ten materiał opracować całą płytę. Są to najdziwniejsze "piosenki, jakie słyszałem w życiu. Ich teksty - bądź to wypowiadane w specjalnie na tę okazję powstałym języku, bądź opierające się na dwóch, trzech słowach, czynią muzykę jeszcze bardziej otwartą. To był naprawdę udany spektakl. Oceniam to z pozycji zespołu, który świetnie się wybronił.

Czy jesteś równie zadowolony z dotychczasowych nagrań płytowych?

Marzę o współpracy z producentem z prawdziwego zdarzenia, któremu mógłbym zaufać do końca. Do tej pory współpracowaliśmy tylko z inżynierami i nie zawsze była to współpraca udana. Uważam, że Kombinat został fatalnie nagrany, że Gadające głowy i Układ sił zostały zniszczone w studiu. I w ogóle sądzę, że do tej pory nie nagrano nas naprawdę dobrze. Jak dotąd najbardziej jesteśmy zadowoleni z Klatki i z Ciała, ale są to nagrania radiowe.

Gdy rozmawialiśmy około dwóch lat temu, byłeś zadowolony pod każdym względem z drugiego longplaya Nieustanne tango. Uważałeś, że przedstawia on Republikę zgodnie z waszymi ambicjami.

Podobne oceny szybko się starzeją.

To była bardzo udana płyta, dojrzalsza od debiutanckiego longplaya, zawierająca utwory o złagodzonej ekspresji, ale wynagradzająca to bogatszymi aranżacjami, szczególnie w dziedzinie wokalnej. Niemniej, wasz pierwszy album - Nowe sytuacje z upływem czasu jakby zyskuje w kontekście całego polskiego rocka.

Teraz częściej wracam do tej płyty niż do Nieustannego tanga.

Powiedziałeś kiedyś, że repertuar longplaya Nowe sytuacje dobrany został pod katem tekstów.

Tak rzeczywiście było, dlatego pominęliśmy Biała flaga i Telefony. I nadal jest to dla nas główna zasada w trakcie pracy nad dużą płytą. Kryterium tekstowe pozostaje dla nas najważniejsze.

W przypadku Nowych sytuacji wrażenie to potęgowała - może nawet zbyt przesadnie - stylistyka kompozycji. Dla większości z nich kanwą były podobne ostinata rytmiczne, a przeważały melodie oparte na dwóch, trzech motywach. Nie da się ukryć, że płyta mogła niektórych słuchaczy razić monotonią.

Zrobiliśmy to z premedytacją, tylko po to, aby podać kod, którym się posługujemy. Patrzcie - oto nasz alfabet! Teraz możemy nim zapisać wszystko i tak każdy rozpozna nasz charakter. Coś takiego na świecie nazywa się graniem stylowym, u nas - monotonnym.

Nowe sytuacje były także nowością na naszym rynku, jeśli chodzi o teksty... Okazałeś się w tej dziedzinie drugim interesującym autorem obok Kory. Jak to się stało, że wypracowałeś własny styl godzący w nawyki części odbiorców, bo mogący kojarzyć się trochę z futurystyczną poezją, a zarazem będący poszukiwaniem w języku polskim brzmień jak najlepiej pasujących do rockowego przekazu - czyniący z powtórzeń samogłosek, sylab i wyrazów środek literacki a równocześnie muzyczny.

To pytanie jest też częściową odpowiedzią... ale zacznijmy od początku. Wiadomo, że sprawą najważniejszą w tekście jest treść, zawartość przekazu. Ale nie to sprawiało mi początkowo trudność. Chodziło tu głównie o wypracowanie brzmienia, melodii języka, którego używałem. W języku polskim - jak wiadomo - jest to znacznie trudniejsze niż w angielskim. Całe grupy wyrazów i fraz muszą ulec wstępnej eliminacji. Najpierw bardzo mi to przeszkadzało, potem zaczęło pomagać. Stąd brały się też zabiegi polegające na rozbijaniu wyrazów na cząstki, które zaczynały w tym momencie funkcjonować muzycznie. Wiele podobnych zabiegów możemy zaobserwować w poezji awangardowej, choć dokonywano ich w innych celach. Pewna znajoma Amerykanka siedząc w moim mieszkaniu i słuchając naszych płyt, zapytała: "Jak to zrobiłeś? Ten język dobrze brzmi!. I o to właśnie chodziło. Jak słyszycie - wolę mówić o formie niż o treści moich tekstów. Treść zostawiam odbiorcom.

Czy nigdy nie miałeś pokus, aby uprawiać poetycką balladę? Może jako kilkunastoletni chłopak marzyłeś, żeby zostać polskim Leonardem Cohenem?

Gdy miałem 14,15 lat siedziałem w domu słuchając Deep Purple i Led Zeppelin i waliłem pałkami perkusyjnymi do rytmu w krzesło i lampę udając perkusistę... Rzeczywiście był czas, że słuchałem Cohena namiętnie. Poezja stała się moją pasją dopiero w czasach licealnych. Nie podejrzewałem się jednak o to, że zostanę muzykiem. W liceum też nastała dla mnie wielka era słuchania jazzu. Prawie wyłącznie słuchałem tego rodzaju muzyki.

Czy zainteresowało cię cos z krajowego rocka, gdy jeszcze nie należałeś do grona jego twórców?

Najbardziej interesowały mnie płyty Tadeusza Nalepy.

Zaskakujące, biorąc pod uwagę, że twój dorobek z Republiką jest zgoła innej proweniencji.

Ważna była dla mnie zawartość emocjonalna jego repertuaru. Oczywiście mogę tak powiedzieć z perspektywy czasu. Wtedy byłem chłopakiem, który przytulał pierwsze dziewczyny na prywatkach słuchając "Co się stało kwiatom...

Jak oceniasz dzisiejszy stan polskiego rocka?

Myślę, że można na palcach jednej ręki policzyć ludzi, którzy naprawdę coś robią.

Udzielając wywiadu kilka lat temu powiedziałeś na temat krajowej "nowej fali: mając wolność robienia czegoś nowego, a chcą coś nowego robić, naśladują się wzajemnie do granic wytrzymałości. Czy nadal tak uważasz?

W większości przypadków. Nie podam jednak nazwisk i nazw ani tych których cenię, ani tych, których nie jestem w stanie słuchać. Plotkowanie jest najstarszą praktyką uprawianą w branży rockowej. Kiedy spotyka się trzech muzyków, następuje kurtuazyjne przywitanie (serdeczne uściski, całusy), a potem każdy z nich boi się odejść pierwszy tylko dlatego, żeby nie dostarczyć dla dwóch pozostałych smakowitego tematu do rozmowy.

Sposób w jaki formułujesz swoje opinie, pewność siebie, pewny ton i łatwo dostrzegalne poczucie własnej wartości chyba nie przysparza ci przyjaciół w środowisku rockowym.

Nie ma przyjaźni zawodowej. Mówię tak mimo bliskich więzów, jakie łączą mnie z kilkoma świetnymi muzykami. Nie zawsze lubimy się za muzykę, którą gramy. Przeciwnie: nieraz na przekór muzyce.

Niektóre spośród utworów włączonych w zeszłym roku do repertuaru Republiki, jak np. Ciało, wydają mi się stworzone do kameralnej prezentacji. Zarazem zespół nadal zachowuje rockową tożsamość, a to wiąże się z występami dla dużych, nawet kilkutysięcznych audytoriów. Taka sprzeczność może być kłopotliwa.

To musi byś kameralne. Często wręcz posługujemy się czymś, co nazwałbym "muzycznym szeptem. Nie widzę w tym nic szczególnego, niebezpieczeństwa dla zespołu. Trzeba tylko wprowadzić publiczność w stan swojego rodzaju hipnozy.

Perypetie Republiki z częścią naszej rockowej publiczności, mającej do zespołu pretensje bądź o zdradę punku, bądź o tworzenie "pseudoprzebojów, chyba już ustają. W czasie imprezy "Rock bez maku należeliście do najlepiej przyjętych grup. Ale czy uważasz, że twój "muzyczny szept dociera do fanów Republiki?

Sam sobie udzieliłeś odpowiedzi mówiąc, że zostaliśmy dobrze przyjęci.

Przyznam, że wolę wasze nagrania od koncertów. Koncerty nie zawsze mogą mieć odpowiednią oprawę plastyczną i świetlną, a w dodatku na estradzie wypadacie dość statycznie; zresztą jak prawie wszystkie zespoły, w których wokalista - lider spełnia także funkcję pianisty.

A ja stokroć wolę niektóre nasze koncerty od nagrań. Jeżeli rzeczywiście jesteśmy statyczni na scenie to na zasadzie zawodników, którzy znaleźli się w blokach startowych i zaraz ruszą. Takie jest  w nas napięcie. I sądzę, że mam w sobie więcej ekspresji od niejednego wokalisty robiącego łamańce,  mimo iż jestem "uwięziony za klawiszami.

Od zeszłego roku zacząłeś posługiwać się syntezatorem nowej generacji - Yamaha DX-7 o dużych możliwościach brzmieniowych i barwowych...

Nagrywając drugi longplay uświadomiłem sobie, że muszę mieć dodatkowo inny instrument niż fortepian; instrument, który pozwoliłby mi na szerokie wypełnianie planów dźwiękowych, na rozluźnienie całej struktury muzycznej.

W repertuarze albumu Nieustanne tango pojawiły się utwory, w których odchodzicie od jakby punkowej ekspresji, tak charakterystycznej dla wcześniejszych poczynań Republiki. Nie dość tego: ostatnio najwyraźniej czerpiesz inspirację z rocka drugiej połowy lat sześćdziesiątych niezbyt dbając o brzmieniową "nowoczesność w obiegowym pojęciu. Mam tu na myśli wstęp do utworu Sam na linie czy znaną z koncertów piosenkę zatytułowaną roboczo Paryż-Moskwa.

W przypadku Paryż-Moskwa skojarzenie to może wynikać z organowej aranżacji. Bardzo lubię ten utwór, bo jest - według mnie - zbudowany na zasadzie walizki z kilkoma dnami. A nowoczesność brzmieniowa? Sam nazwałeś ją czymś umownym. Tak właśnie rozumiem przewrotną nowoczesność. Nie mogę się już doczekać, kiedy będziemy realizować nowy materiał w studiu. Każdy utwór stawia nam nowe zadania, tak bardzo zróżnicowany jest ten materiał.

Twoje teksty układają się nadal w dwa wątki tematyczne. Nieco upraszczając można powiedzieć, że albo piszesz erotyki, albo bierzesz w obronę jednostkę ludzką niszczoną mechanizmami współczesnego świata. Czy nie zamierzasz odejść od tej reguły?

Reguły stwarzacie wy - dziennikarze, nazywając wszystko, dokładnie szufladkując. Nie posługuję się żadnymi regułami w poszukiwaniu tematu, raczej ulegam pewnym obsesjom, które noszę w sobie od wielu lat. Rzeczywiście: one się nie zmieniają, ale opisując je staram się przez nie transponować całą otaczającą mnie rzeczywistość. Stąd może wynikać ta pozorna monotematyczność obrazów.

Dlaczego do tej pory nie nagraliście trzeciego longplaya?

Mamy materiał na dwie duże płyty. Do ich nagrania nie doszło z powodu - nazwijmy to tak - kłopotów impresaryjnych. Na szczęście dla nas, kłopoty te mamy już za sobą. Dlatego też liczymy na nagranie i być może również wydanie w tym roku obu albumów. Na pewno nie wyda ich Polton, gdyż z tą firmą zerwaliśmy. Powodów nie muszę tłumaczyć. Wystarczy spojrzeć na okładkę Nieustannego tanga, a jest to tylko jedno z wielu zaniedbań, których firma ta się wobec nas dopuściła.

Jak na razie, wielbiciele Republiki muszą zadowolić się singlem Moja krew / Sam na linie, wydanym ostatnio przez Tonpress. Dlaczego wybraliście akurat te utwory?

Po prostu zarówno na Moją krew, jak i na Sam na linie padło podejrzenie, że nie zmieszczą się w strukturze tekstowej obu planowanych albumów. Bardzo sobie cenię obydwa te teksty, szczególnie Moją krew, ale - jak już powiedziałem - reguły doboru są twarde.

Od zeszłego roku korzystacie z telewizyjnej promocji, za pomocą tzw. video-clips. Może na zakończenie rozmowy powiedziałbyś o związanych z tym doświadczeniach.

Nasza dotychczasowa nieobecność w TV tłumaczono sobie na różne sposoby. Teraz na różne sposoby tłumaczy się naszą obecność. Niektórzy fani mają nawet o to do nas pretensje. A jest to stopień w rozwoju zespołu, na który prędzej czy później chcieliśmy wstąpić. Powstały trzy teledyski; dwa autorstwa Ryszarda Czernowa (Śmierć w bikini i Poranna wiadomość) bez naszego udziału, zrobiony z wielką intuicją realizatora, który świetnie czyta naszą muzykę. Trzecie video-clip jest autorstwa Małgorzaty Potockiej przy współpracy operatora Andrzeja Wyrozębskiego, zrealizowany w programie reżyserowanym przez Jerzego Fedaka. Prezentując Ciało w TV straciliśmy nasze telewizyjne dziewictwo i uważam, że zrobiliśmy to z klasą, której przy tym akcie nie powstydziłaby się najstaranniej wychowana panna. Nasze plany w obcowaniu z kamerą wybiegają znacznie dalej, nie poprzestaniemy na robieniu pojedynczych teledysków. Znowu dotykamy nowych sytuacji. 


początek strony