STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY
"Razem"
<<<powrót

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

Z Grzegorzem Ciechowskim rozmawia KRZYSZTOF MASŁOŃ
("RAZEM")

Spore zmiany zaszły w twoim tyciu w ciągu minionego roku. REPUBLIKA nie istnieje, ty zamieszkałeś w Warszawie...

Rzeczywiście, zdarzyło się wiele rzeczy, które spowodowały taki, a nie inny obrót spraw. Moje przenosiny do Warszawy uważam za krok, który musiał nastąpić. Jeśli nie jest się np. pisarzem-samotnikiem, który chce ukryć się przed wszystkimi i w spokoju pisać powieści, a muzykiem potrzebującym kontaktu z innymi muzykami, z całą branżą, to trzeba być w centrum, bo inaczej wszystko oparte będzie na przypadku. Dlatego mieszkam obecnie w Warszawie, co nie znaczy jednak, że za pół roku nie będę w Londynie, a za rok w Nowym Jorku. Cały czas szuka się bowiem takich bodźców, które stymulują nas do nowych działań. Cały czas trzeba być w przodzie, nie można czekać na to, co nastąpi, ani być pewnym, że to, co się urodzi, będzie wartością samą w sobie. Trzeba przewidywać pewne ruchy, które mogą nastąpić. Tak jak w szachach.

Nie przewidywałeś chyba jednak, że zamiast trzeciego longplaya REPUBLIKI nagrasz pierwszą samodzielną płytę?

Zespół rozszedł się ze sobą, a ja z towarzyszeniem innych muzyków nagrałem ten sam materiał, ubrany w nową i - mam nadzieję - o wiele bardziej nowoczesną szatę, zarówno jeśli idzie o myślenie muzyczne, jak ekspresję i wiele innych spraw.

Najpierw jednak było rozstanie, nie pozbawione - sadzać po tym, co "mówiło się na mieście" - akcentów dramatycznych. Czy mógłbyś je skomentować?

Ten zespół istniał 5-lat - oficjalnie, a naprawdę nawet nieco dłużej. Powiedziałem już to gdzie indziej: dochodzi się po pewnym czasie do takiego punktu, w którym wzajemne relacje ludzi ze sobą pracujących nie są takie, jakie być powinny, nie powodują tego rodzaju napięć, o jakie by chodziło. Nie wywołują tego jedynego, niepowtarzalnego parcia do przodu; nowe rozwiązania wymagają jakby dłuższego ślęczenia nad nimi i w efekcie trzeba rezygnować z wielu wspaniałych spraw na rzecz wspólnego grania, zrezygnować z pewnych wartości tylko po to; żeby utrzymać skład personalny. Okazuje się, ze kiedy dochodzi do takiego rozstania, to obie strony, bo mam nadzieję, że i zespół też. znajdują odbicie od tej sytuacji i ma miejsce postęp. Postęp, który w tamtej konfiguracji osób dokonałby się powoli i żmudnie, a tu zdarzył się podczas jednej sesji. A co do dramatycznych okoliczności rozejścia się zespołu, nie chcę zasiewać żadnych intryg, bo jest ich już i tak wystarczająco dużo.

Co sądzisz o nowych poczynaniach twoich kolegów z REPUBLIKI?

Na razie, prawdę mówiąc, nic nie sądzę. Nie wiem nawet, czy formacja OUT OF CONTROL z udziałem Burnella jest przedsięwzięciem przewidzianym na dłuższą metę, czy tylko jednorazowym wydarzeniem towarzyskim.

A jak zapatrujesz na poczynania KOBRANOCKI?

A skąd się w ogóle bierze to pytanie?

Po pierwsze: na perkusji w tym zespole gra Sławek Ciesielski, a po drugie: słyszy się zdanie, że KOBRANOCKA jest w jakiejś mierze kontynuacją REPUBLIKI.

Jedynym przejawem kontynuacji REPUBLIKI jest to, że część naszych byłych fanów podpisała deklarację lojalności wobec tego zespołu. Ja nie mam nic przeciwko temu, bo KOBRANOCKA to naprawdę sympatyczna grupa... ale może nie przesadzajmy, dobrze?

O.K. Na twojej płycie znalazły się jednak utwory, które wcześniej grałeś już, nie za często wprawdzie, z Republiką. Np. "Paryż-Moskwa 17.15" i "Spoza linii świata" słyszałem jeszcze na ubiegłorocznym Rockowisku.

Tak, ale jeśli chodzi o sprawy aranżacyjne, to zmieniło się prawie wszystko. Jedynie perkusja została zaprogramowana na podstawie tego, co na koncertach grał Sławek. A sam robiłem wszystko, by muzycy biorący udział w nagraniu nie sugerowali się wykonaniami koncertowymi.

Płytę firmuje już nie Grzegorz Ciechowski, ale Obywatel G.C. Dlaczego?

Kiedy parę lat temu pytano mnie o sens nazwy zespołu - REPUBLIKA, próbowałem kwestię wyjaśnić w sposób bardzo literacki. Teraz chciałbym tego uniknąć, bo jak powiem o swojej motywacji tej nazwy, zostanie ona przyjęta i traktowana jako kanon, który będzie powtarzał się wszędzie. Obywatel G.C. to jestem ja, po prostu.

Tego to się akurat domyślałem...

To dodam jeszcze, że miałem już serdecznie dość, gdy mówiono o mnie "Grzesiek z Republiki"...

Albo "Grzesiu"...

Tak, i dlatego wolę już, żeby mówiono do mnie per "obywatelu", A mówiąc bardziej serio - chciałem zachować w swoim pseudonimie coś ze stylistyki dawnej nazwy mojego zespołu. Resztę skojarzeń pozostawiam odbiorcom.

Nagrany przez ciebie dla Tonpressu materiał muzyczny zawiera 7 utworów, które znajda ale na dużej płycie i 2, dla których znajdzie się miejsce na singlach. Opowiedz ó tym, jak doszło do ich nagrania, zapoczątkowanego tak dramatycznie, bo przecież rozejście się zespołu nastąpiło już...

Drugiego dnia sesji.

l zostałeś w studiu sam.

Nie na długo. Już trzeciego dnia, kiedy było jasne, że "REPUBLIKA is over" i nic jej nie przywróci do życia, pojawił się w studiu Krzysztof Ścierański, który nagrał ścieżkę basu, a następnie zjawiali się kolejni muzycy. Nastąpił niesamowity ciąg przypadków, który złożył się w całość nadspodziewanie jakby przewidzianą. Przypadki zrządziły tę sytuację, bo przecież i ja też nie spodziewałem się, że pracować będę musiał z innymi muzykami, oni z kolei po raz pierwszy zetknęli się z tym materiałem. Na to konto ukuliśmy nawet hasło, które z emfazą powtarzaliśmy każdego dnia sesji: "Powodowanie przypadków i selekcja wyników podstawą produkcji nagrań muzycznych".

No, od razu wiadomo, za pracy w studiu towarzyszyła atmosfera powagi i wzajemnego zrozumienia, ale wyjaśnij może, na czym polegał twój udział w pracy poszczególnych muzyków.

Nie było to, wbrew pozorom, takie proste. Wszyscy zaproszeni muzycy są tak uniwersalni, że mogą brać udział w każdej sesji: od wyrafinowanego jazzu po produkcję komercyjną. Do mnie należało, przede wszystkim, pilnowanie czystości stylistycznej tej płyty. Wiedziałem, jakiego rodzaju dźwięki nie mogą się na niej pojawić. Największą moją radością było to, że w momencie, kiedy przekaz płyty stawał się dla muzyków jasny, wszyscy oni potrafili przekroczyć moje oczekiwania. Tak było np. z Krzysztofom Ścierańskim. Kiedy wychodziłem ze studia na kilkanaście minut, to za każdym razem po powrocie, słuchając tego, co w tym czasie zrobił, miałem ochotę go uściskać. I tak zdarzało się właściwie z każdym muzykiem, który przychodził do studia. Tak samo było z Jose Torresem i Krzysiem Zawadzkim, którzy nagrali instrumenty perkusyjne, tak samo z Jankiem Borysewiczem, który zafunkcjonował na tej płycie jako zupełnie nowy gitarzysta o zupełnie innym brzmieniu, tak samo z Januszem Skowronem...

Skoro już zacząłeś, to wymień wszystkie osoby, które wzięły udział w tym muzycznym przedsięwzięciu.

Krzysztof Ścierański - bas, Paweł Ścierański - git. rytm., Jan Borysewicz - gitary, Jose Torres - conga, instr. perk,, Krzysztof Zawadzki - instr. perk., Janusz Skowron -dodatkowe instrumenty klawiszowe, Agnieszka Kossakowska - sopran, Małgorzata Potocka - vocal i różne głosy, Janusz Tytman -mandolina, Rafał Paczkowski - reżyser dźwięku, który poza tym miksował jeszcze nagrania i grał na klawiszach, Jacek Sylwin, który podpowiadał, ja - instrumenty klawiszowe, śpiew oraz Michał Urbaniak - saksofony.

Jesteś zarówno kompozytorem, jak i autorem tekstów wszystkich utworów?

Z wyjątkiem "Mówcy", utworu z tekstem spikera mówiącego jakby w żadnym, nie istniejącym języku. Jest to dokonanie zbiorowe REPUBLIKI. Płyta jest o miłości, a nie, jak sądzą niektórzy, o polityce, natomiast język, którego użyłem w niektórych tekstach mógłbym porównać do balansowania linoskoczka nad przepaścią. Musiałem tylko udowodnić, że w tę przepaść nie spadłem.

Przy okazji wytłumacz może, dlaczego spiker z "Mówcy" mówi w tym dziwnym, rzeczywiście - jakby żadnym języku?

Jeszcze w okresie, gdy robiliśmy spektakl w Teatrze Wielkim w Łodzi, chcieliśmy sprokurować utwór, który byłby nie tyle muzyką, ile nastrojem oczekiwania i paniki. Chodziło mi o wytworzenie informacji, która byłaby komunikatywna, ale nie wypowiedziana w żadnym języku, czyli nie zawierająca konkretnych deklaracji politycznych ani jakichkolwiek innych.

Kilka nazwisk osób biorących udział w nagraniu twojej płyty brzmi zgoła sensacyjnie. Zacznijmy od Urbaniaka.

Ten pomysł powstał z dnia na dzień. Pojechaliśmy z Małgosią Potocką do niego, do hotelu, proponując, żeby przybył do studia i posłuchał nagranego materiału. Było to w dzień po jego przyjeździe do Polski... W studiu powstało spore napięcie, bo cały czas rozdzwaniały się telefony, różni ludzie przekazywali kolejne wiadomości z Nowego Jorku, z "Pagartu", że natychmiast ma wracać do hotelu, jechać gdzieś tam itd. Michał jednak wysłuchał naszych nagrań i stwierdził, że właściwie to marzył o takiej sytuacji, by przyjeżdżając do Polski po tak długiej nieobecności, znaleźć się w studiu i nagrywać. Wydaje mi się, że był zadowolony, iż bierze udział właśnie w tej sesji. Płytę uznał za bardzo nowoczesną i oczywiście zgodził się na niej zagrać. Na początku była mowa ó jego udziale w jednym utworze, w końcu jednak zaorał na pięciu śladach, z których zdecydowaliśmy się wykorzystać dwa.

Jakich metod użyłeś, by przekonać go o celowości pojechania do studia na Wawrzyszewie?

Małgosia przyjaźni się z Michałem od lat i to dawało mu wstępne gwarancje, że propozycja jest poważna.

Pamiętam, że gdy rozmawialiśmy przed rokiem o planowanej nowej płycie REPUBLIKI, mówiłeś o ewentualnym wykorzystaniu w niej sekcji Instrumentów dętych. Nie spodziewałeś się, że w efekcie zagra na saksofonach nasz najsłynniejszy muzyk jazzowy.

Oczywiście, że nie spodziewałem się, ale z drugiej strony mogę powiedzieć, że ani jednej z obecnych w studiu osób przyjazd Urbaniaka nie zdziwił. Wszyscy grający na tej płycie muzycy dali z siebie tak wiele, że udział Michała jest tylko potwierdzeniem ich klasy i akcentem wskazującym na to, że każdy dobry muzyk mógł w tym przedsięwzięciu uczestniczyć.

Wiadomo mi skądinąd, ze przebieg tej sesji nie był usłany różami. Okazało ale jednak, ze kłopoty związane z realizacją płyty wynagrodził udział w niej Urbaniaka, który prawdopodobnie w innym terminie by nie nastąpił.

Tak, nagrania trwały od czerwca, przeplatane długimi przerwami. Tygodniami np. ciągnęła się konserwacja studia, a kiedy we wrześniu przystąpiliśmy znów do nagrań, przerwała je awaria magnetofonu, i tak dalej. Do szczęśliwego finału.

Wróćmy do muzyki. Innym nazwiskiem budzącym duże zainteresowanie i przeróżne skojarzenia jest Borysewicz. Liderzy REPUBLIKI i LADY PANK wspólnie nagrywają płytę... Jeszcze niedawno było to nie do pomyślenia.

Znam Janka od wielu lat, przyjaźnimy się, wiem doskonale, co on może zagrać, a czego nie grał na swoich dotychczasowych płytach. Wiedziałem, jak świetny jest to gitarzysta i to szczególnie jako muzyk ostry, z "pazurem". Dlatego nie miałem najmniejszych wątpliwości, że z muzyków obecnych w kraju Janek zagra najlepiej, i rzeczywiście, zagrał - według mnie - rewelacyjnie, z impetem i siłą. Janek, tak jak i ja, bardzo przeżył tę płytę, jest z nią emocjonalnie związany.

A co do LADY PANK i REPUBLIKI to wydaje mi się, że ta płyta zamyka pewien okres w polskim rocku, otwierając zarazem nowy. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy skończyła się REPUBLIKA, w jakimś sensie zakończył się pewien okres działalności LADY PANK, (mimo że ona może grać dalej, REPUBLIKA na pewno nie). Inne znane grupy również nie działają tak aktywnie jak niegdyś. Mówiąc, że kończy się pewna epoka w polskim rocku, mam na myśli wyłącznie zmierzch społecznego fenomenu polegającego na przychodzeniu tysięcy fanów na występ jednego zespołu itd. To się skończyło. Nie działają już same hasła nazw grup, a jeżeli działają, to w znacznie mniejszym zakresie.

Mam nadzieję, że w tej epoce, która nastąpi, mniej będzie hasłowości i owczego pędu dyktowanego nazwą zespołu, a władzę w naszym rocku obejmie muzyka. Cóż można powiedzieć o zawartości mojej płyty na podstawie samych nazwisk wykonawców: Borysewicz, Kossakowska, Urbaniak, Potocką, Scierański, Ciechowski. Mimo to płyta jest monolitem stylistycznym, czyli nie tylko wysiłek muzyków tu się liczy, ich umiejętności, ale przede wszystkim zamysł autorski i produkcyjny. Tak powstają dziś wszystkie znaczące płyty na świecie.

Ale, w gruncie rzeczy, podobną płytę nagrałbyś z REPUBLIKĄ. Jest na niej obecny ten sam duch, co na poprzednich płytach zespołu. A może to nie duch REPUBLIKI. a twój?

Chyba sam sobie odpowiadasz na to pytanie. Ale o tym, na ile wspomniany "duch" jest czyj, zawyrokować może każdy po wysłuchaniu płyty. Ja powtarzam raz jeszcze: REPUBLIKA to już inna epoka. Inne reguły rządziły życiem tej grupy. Jej wiarygodność w pewnym sensie zasadzała się również na nie zmienianym składzie zespołu. Nie wyobrażam sobie kontynuacji REPUBLIKI bez któregokolwiek z czterech muzyków ją tworzących. Moją wiarygodność wobec samego siebie buduję już na zupełnie innych zasadach. Są to jednak zasady, które ustaliły się po wielu potrzebnych doświadczeniach, wynikających z mojej działalności w zespole. Dopiero teraz mogę je przyjąć, bo dopiero teraz poczułem się wystarczająco silny.

Zejdźmy do parteru. Nasi muzycy znaczne większe pieniądze robią na koncertach niż na płytach. Po rozstaniu się z REPUBLIKĄ niełatwo będzie o granie tras.

Na pewno nie zrezygnuję z koncertów, i to nie z przyczyn finansowych, a dlatego, że kontakt z żywym odbiorcą jest każdemu wykonawcy potrzebny. Jeśli tylko będzie to możliwe, jeśli znajdzie się ktoś, kto zagwarantuje mi godziwe warunki koncertów, to bardzo chętnie wezmę w nich udział i z całą pieczołowitością przystąpię do tego przedsięwzięcia.

Wątpia jednak, czy uda ci się zachować płytowy skład muzyków.

Muszę więc znaleźć ludzi, którzy zagwarantują swoimi umiejętnościami oddanie na żywo obrazu zbliżonego do nagrania z płyty, a jednocześnie będą potrafili doprowadzać do sytuacji, w których ten materiał muzyczny będzie się podczas koncertów zmieniał, rozwijał, żył.

Niektóre piosenki z twojej płyty są wprost wymarzone na video. Pewnie zamierzasz je, wzorem "Ciała", zrealizować?

Rzeczywiście, i tak, jak przy realizacji "Ciała" będzie mi w tym przedsięwzięciu pomagała Małgorzata. Jednego jestem pewien, że ten przekaz, o który mi chodzi musi być wypowiedziany w różnych językach artystycznych: samo nagranie czy koncert to za mało. Teledyski są w tej chwili formą, która wprowadza muzykę w medium działające szerzej i pełniej. Chociaż muzyka pozostaje impulsem pierwszym i najważniejszym, ale obecnie nie wystarcza mi i dlatego szukam innych środków. Myślę, że koncerty nie mogą już być tylko koncertami, a powinny być akcją, w czasie której korzystać można z różnych tworzyw, i filmowych, i teatralnych, i plastycznych. Już sama chęć zrobienia tego powoduje we mnie wręcz głód artystyczny. Chcę realizować się w zupełnie nowych rejonach niż te, które sobie do tej pory wyznaczałem.

Podobno zająłeś się muzyką teatralną.

Zrobiłem muzykę do spektaklu "Syreny z Tytana" według Vonneguta, który niebawem wystawić ma w Teatrze Studyjnym 83 w lodzi Jarosław Dunaj.

W swoim czasie zapowiadałeś również film, dziejący się w kręgu muzyków rockowych, w którym miałaś grać także jako aktor.

No cóż, życie zaczęło pisać trochę inny scenariusz niż ten, który wyszedł spod pióra Małgorzaty Potockiej. Przede wszystkim przestała istnieć REPUBLIKA, a także zaszło wiele innych faktów. Ale wkrótce zredagujemy ten scenariusz na nowo, tym razem wspólnie z Małgosią, jednak więcej o tym ani słowa, bo pewnie znów zapeszę.

Nie zapeszajmy więc.


początek strony