STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY
"Cogito"

<<<powrót

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

    Rozmowa: Grzegorz Ciechowski

Młodzież się nie zmieniła!
Z Grzegorzem Ciechowskim, liderem zespołu Republika, twórcą muzyki do Wiedźmina, rozmawia Edyta Woźnica

Mocną stroną Republiki były inteligentne teksty. Dzisiaj, większość zespołów ma teksty słabe, nikt nie pisze już manifestów czy protest-songów. Dlaczego?

Ale tak było zawsze. Teksty, które powstawały na początku lat 80. dziś traktowane są jako manifesty młodzieżowe, przejawy walki z cenzurą itd. Ale w tamtych latach większość tych tekstów była traktowana na pograniczu obciachu, nie chcę tu sypać przykładami, bo wyjdzie na to, że tylko moje teksty mi się podobały...

Poproszę w takim razie o "przepis" na dobry tekst.

Najważniejsze jest spowodowanie u odbiorcy uczucia, wręcz zazdrości, że nam pierwszym udało się coś sformułować. Jeżeli ktoś mówi: stary, ja dokładnie tak samo myślałem i jestem wściekły, że Tobie pierwszemu udało się to powiedzieć, to znaczy, że tekst jest dobry.
Ale z mego przepisu niekoniecznie musi wyjść dobry tekst. Powiem jedno, nie można opisywać stanów tylko sytuacje. Zamiast pisać "jestem zakochany" lepiej napisać, "że przewracam się o własne nogi". Bardziej wiarygodni jesteśmy, kiedy opisujemy sytuacje, w których coś się dzieje, niż kiedy staramy się przekonać kogoś, że coś przeżywamy.

Czym różni się dzisiejsza młodzież od tej z Pana pokolenia?

Niewiele się zmieniło. Wydaje mi się, że teraz tak samo jak i wtedy - mnóstwo ludzi szuka odpowiedzi na ważne pytania egzystencjalne i w tym celu sięga po literaturę, sztukę. Młodzież szuka katalizatorów. To może być dobre opowiadanie, piosenka, nowy malarz odkryty przez nich dla nich samych. Szukają takich rzeczy, które popychają ich do ich własnych, małych olśnień, których doznają w tym wieku najwięcej.

Ale czy nie sądzi Pan, że teraz jest trochę trudniej odnaleźć się w tym zgiełku? Jak nie dać się zwieść, nie dać się zwabić łatwości, lekkości i komercji?

Pamiętam, jak sam byłem młody. Najważniejsze było dla mnie znaleźć odpowiedzi na podstawowe egzystencjalne pytania, np. zastanawiałem się, czy warto mieć dzieci, żyjąc w tak podłym świecie? Chciałem natychmiast znać odpowiedzi, więc szukałem. Ale jeśli ktoś zaczynał mi odpowiadać na te pytania jak idiocie - odrzucałem to, bo nie czułem się partnerem w takim dialogu. I dziś wielu ludzi postępuje tak samo.

Tak, ale dzisiaj chyba jest troszkę inne podejście. Istnieje kult sukcesu, kariery. Specjaliści badają, czego oczekuje publiczność i podsuwają nam gotowe rozwiązania. Układa się na przykład piosenki, które z założenia mają być przebojami.

Nawet przy sformułowaniu najlepszej myśli artystycznej nie można być pewnym czy nasze dzieło stanie się popularne. I przeciwnie, mamy przykłady, że nieraz nawet sformułowanie jakiegoś farmazonu, głupoty okazuje się bardzo popularne. Poza tym, jeśli coś staje się popularne i bardzo dobrze się sprzedaje, nikt nie jest w stanie przewidzieć następnego, równie popularnego przeboju. Nie wyobrażam sobie, że ktoś jest w stanie przewidzieć głupotę tej najszerszej publiczności albo brak krytycyzmu wobec pewnych rzeczy. To nie jest takie proste. Tego nie da się oszukać. Nawet coś, co sprzedaje się bardzo dobrze mimo tego, że nie jest najlepsze artystycznie, przynajmniej ma w sobie pasję. Można się czepiać zespołu Ich troje, ale nie można odmówić im pasji.

Jak więc ocenia Pan twórczość współczesnych młodych ludzi?

Widzę kilka takich dziwacznych nurtów. Nurt popowy, który zakłada, że tekst jest mało istotnym dodatkiem, wypełnieniem sylab, które się śpiewa - a tak naprawdę to musi być zawodowo, zajebiście zagrane, świetnie wyprodukowane i ma super brzmieć. Jeśli to kogoś interesuje - w porządku, mnie nie. Drugi nurt to cała sfera hip hopu. Obserwuję to z pewnym zażenowaniem - ta autotematyka, te dywagacje - chyba niepotrzebnie tak gęsto rymowane - doprowadzają mnie nieraz do szału. Większości z tego nie można zrozumieć. A jeżeli nie tekst jest tam ważny, to co?

Ale powstają też inteligentne teksty, w tym również hip hopowe.

Oczywiście, kiedy robi to np. Fisz, który wykorzystuje tylko pewne elementy hip hopu i jednocześnie tworzy zupełnie nową jakość. Jest też mnóstwo dziwacznych zespołów, które tkwią w tych samych okopach od lat - takie imitacje starych zespołów niby świeżej zagrane. Pojawiają się śmieszne już dziś deklaracje, że ktoś chce być sobą albo, że walczy z kimś. Choć wiadomo, że już dawno z nikim nie walczy, że już jest rodzicem swoich dzieci i babcia pozwala mu późno chodzić spać, więc te protest-songi bywają komiczne.
Na szczęście są też, tak samo nieliczni jak kiedyś, ludzie, którzy tworzą rzeczy naprawdę wartościowe i to mnie napawa optymizmem i pewnego rodzaju zazdrością.

Czy to z myślą o tych nielicznych pasjonatach, zajął się Pan również produkcją płyt i promowaniem młodych zespołów?

Nie zajmuję się promowaniem. Owszem, udało mi się wyprodukować kilka płyt np. Justyny Steczkowskiej, które były mocno promowane. Zajmuję się tym, czym według mnie powinien zajmować się producent muzyczny, czyli daję gwarancję wytwórni, że płyta będzie nagrana porządnie. Próbuję skrócić początkującym wykonawcom drogę przez mękę. Jeśli widzę, że materiał, który dostaję jest bardzo dobry, pomagam takiemu młodemu człowiekowi w wyprodukowaniu jak najlepszej płyty, takiej, żeby nie było obciachu.

Jak trafiają do Pana Ci młodzi?

Czasem w przypadkowy sposób. Ludzie chyba wyczuwają we mnie bratnią duszę. Na przykład w dziwaczny sposób dotarła do mnie płyta zespołu Pogodno. Ich menadżer stał w kolejce na poczcie za moim kolegą, który wysyłał do mnie przesyłkę. Spisał sobie zza jego ramienia mój adres i przysłał do mnie tę płytę. Udało mi się ich skontaktować z wytwórnią, podpisali kontrakt i wydali płytę.

Niebawem ukaże się nowa płyta Republiki. Jaka będzie?

Zastanawialiśmy się czy warto nagrywać nową płytę Republiki - i tak wszyscy chcą słuchać tylko "Telefonów" i "Białej Flagi". Zawsze stawiamy sobie takie pytanie: Czy uda nam się wprowadzić coś nowego? Musimy nieustannie potwierdzać swoją wiarygodność mimo, że jesteśmy trochę zmęczeni tymi ciągłymi lojalkami wobec publiczności. Zespół, który ma taki staż, nie występuje nigdy z pozycji czystej dziewicy, która wchodzi i mówi jestem czysta, nowa, świeża i gotowa - proszę bardzo. Ciągle jest odbierany w kontekście tego, co zrobił i to jest o wiele trudniejsza sytuacja niż pozycja debiutanta.

Nie traćcie kontaktu z publicznością!

Najważniejszą promocją Republiki było granie olbrzymiej ilości koncertów w małych klubach. Występowaliśmy wszędzie gdzie mogliśmy, czasem jako support. Zawsze też były dla nas ważne teksty. Drukowaliśmy je na powielaczu i rzucaliśmy w publiczność. Uważam, że młode zespoły przede wszystkim powinny grać jak najwięcej koncertów klubowych, nawet za psie pieniądze. Jeżeli chcą nagrywać tylko kolejne płyty, nie koncertując i nie nawiązując kontaktu z publicznością to nie ma to sensu. Muzyka musi sprawdzać się w bezpośrednim kontakcie z publicznością. Z ludźmi, którzy przychodzą i chcą posłuchać czegoś nowego. To "coś" ma ich poruszyć, przesunąć, być przyspieszaczem w ich myśleniu.

Gdy miałem naście lat...

Pamiętam jak po raz pierwszy stałem przed mikrofonem. Miałem siedemnaście lat, grałem na flecie prostym w kościele, bo była wtedy moda na młodzieżowe msze bitowe. Trzymałem drżącymi łapami flet i czułem przede wszystkim wielki strach. Nie bałem się kompromitacji, ale tego, że wykonam jakiś nieodpowiedzialny ruch np. zacznę niespodziewanie przeklinać do mikrofonu. Miałem wrażenie, że jestem w sytuacji, której nie potrafię sprostać.

O pisaniu muzyki do "Wiedźmina":

Przyznam szczerze, że nigdy nie byłem fanem literatury fantasy. Jedyny autor, któremu się nie oparłem, to był Tolkien. Przed komponowaniem muzyki do "Wiedźmina", przeczytałem Sapkowskiego i jego literatura też mi się spodobała. Potem dostałem scenariusz. Dostawałem też zmontowane sekwencje filmu, ale wiele motywów muzycznych powstawało wcześniej. Na ostatnim etapie - montażu - sporo muzyki odpadło. Mam nadzieję, że zostanie ona wykorzystana podczas pracy nad serialem. Film to jest takie tworzywo, gdzie przez muzykę szuka się emocji bohaterów i trzeba przede wszystkim te emocje wzmacniać. To tworzenie świata, który tak naprawdę nie istnieje. Muzyka też nie może jednoznacznie kojarzyć się z miejscem czy czasem. Powinna być zawieszona pomiędzy epokami i jednocześnie trochę postmodernistyczna - eklektyczna z jednej strony, a z drugiej strony rozpoznawalna.

Cogito 21/2001 (166)


początek strony