STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY
"Wokół niej" - tomik poezji
<<<powrót

FOTOGRAFIE

WYWIADY

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

 

"WOKÓŁ NIEJ" - Grzegorz Ciechowski
Copyright 1996
Grzegorz Ciechowski
Pomysł okładki:
Jolanta Muchlińska
Na okładce: "Wokół niej" - Marc Chagall
Wydawca: TĘCZA Warszawa, 1996
FX Warszawa, 1996
(egz. promocyjne)
Zdjęcie Grzegorza Ciechowskiego:
Andrzej Świetlik


***(1)

Wigilia

Przed zaśnięciem

Wypoczywam

***(2)

***(3)

Roślince (***)

Prezent

Spowiedź

Jesteśmy biedni

***(4)

Choroba

***(5)

***(6)

Cyrulik toruński

Baśń o bałwanie

Pełnia jesieni

***(7)

Niedopatrzenia

***(8)

Msza niedzielna

Modliłem się za nas tak cicho

***(9)

***(10)

***(11)

***(12)

***(13)

***(14)

***(15)

***(16)

Tylko

***(17)

Podróż do ciepłych krajów

Róża

Twe czujne oko

Drżącym głosem

***(18)

Latem

Z pytań zadawanych szeptem

Przez telefon

Noc Chagalla

To nie ja

Wieczór cudów

Kropla

Z księgi parafian

Remote control

Niepamięć

Tabernaculum

Niechybnie

Konkwistadorzy

Wikingowie

13 cyfr

***

siedzę okrakiem
na wszystkich barykadach świata
od dawna nie docierają do mnie
okrzyki generałów
i biskupów
cokolwiek mi na to powiesz
nie skinę: tak
nie szepnę: nie
już przed śmiercią
jestem świeżym śniegiem
jestem dźwiękiem fletu

początek strony

WIGILIA

pijani kolędnicy
szopkę na dworze zostawili
na sterczące wieżyczki
na zmarzniętego bobasa
w otwarty pysk osiołka
śnieg pada
śnieg pada

(Toruń, 1977)

początek strony

PRZED ZAŚNIĘCIEM

jest noc
śnieg północny
bardzo cicho spada
na chatkę za oknem
tysiąc reniferów
przebiega i walczy
delikatnym porożem

początek strony

WYPOCZYWAM
wypoczywam
pod zieloną linią horyzontu
z bamboszami na księżycu
bądź pozdrowiona
brodo dyrektora cyrku
nieskończona
hej klowni
kataryniarze

początek strony

***

więc kto mi szepnął
o tym wszystkim
czy aby nie wy
zasypiające chórzystki
czy nikt z tego stadka
spierających się pijaków
czy wy przyczajone zwierzęta
nie pochyliłyście się
a wy górskie jeziorka
czy ty
a twoje usta

początek strony

***

zasypiam na dniu
nieskończonym
i myślę o starym konserwatorze
obrazów
który pewnej nocy
nie dotrwał
i zasnął na dziele swojego życia
prawie odnowionym
renesansowym płótnie madonny
2,5 na 2 metry
zasnął niszcząc całą robotę
pociągając z jej odsłoniętej
piersi
mleko gorzkie i upijające
o niekończącym się smaku

początek strony

Roślince
***

skręcamy z Mickiewicza
w Moniuszki
tak cholernie zimowo
twarde mam podeszwy
i sznurowadła
uszy masz oszronione
brzęczą jak muszelki
idziemy
śnieg nam skrzypi boleśnie
twarze nam

początek strony

PREZENT

co położę pod choinką
chyba wronę całą w szronie
przemarzniętą rudą myszkę
i konika niemrawego
i Jezuska w rękawiczce

co położę pod choinką
sam rozbiorę się do naga
albo świnkę ci przyniosę
wykąpaną która gada

co położę pod choinką
chyba siebie tylko mogę
a zwierzęta przemarznięte
niech przez las wędrują
sobie pomalutku

początek strony

SPOWIEDŹ

jeśli się spowiadasz
córko
nie ukrywaj przede mną nic
chcę poczuć pot
spływający z ich lepkich ciał
dalej dalej
opisuj lubieżność swych
ruchów
kiedy płonę nad twoim
grzechem
zliż moje łzy
cóż że bez zapachu
który zatruwa jeszcze twój
oddech
dziś wyznałaś mi
że uwielbiasz codzienną spowiedź
a moje stopy są takie czyste
pachną mielonym bursztynem
więc zmyj z nich ten smak swoimi
włosami
nigdy ci nie uwierzę
córko
że wyznałaś wszystko
razem z Bogiem
i Chrystusem
czekamy na dalszy ciąg
i pokuty szykujemy
straszliwe

początek strony

JESTEŚMY BIEDNI

jesteśmy biedni
nasze noce są biedne
gdy się całujemy pomału
ileż biedy w naszych pochylonych plecach
w chudych łopatkach ileż biedy
biedne nasze dłonie
- dziesięcioro biedaków rozłożyło
swój skromny obóz
dziesięcioro biedaków śpi -
biedne i nieurodzajne pola
naszego państwa
zwierzęta zasypiające
u naszych stóp
mają tylko drobne kostki
sierść i
głodne oczy
na naszym łóżku
leżą dwie przeczyste biedy
pulsujących złotych mieszków
nie wydrzemy sobie z piersi
oto zamrożone konto
parzą sobie dłonie
chciwi komornicy

początek strony

***

zdejmijcie ze mnie
tego lwa
który rozszarpuje
mi piersi
zdejmijcie go ze mnie

pijemy herbatę
stukamy kieliszkami
mówicie mi zdrobniale
po imieniu

czy nie czujecie tego smrodu dżungli

czy nie widzicie
że żółty lew przegryza właśnie
moje serce
lekko jak ślimaka

czy nie słyszycie
wrzasku mordowanego zwierzęcia
które was
zaspanych
tryka złocistymi czułkami

początek strony

CHOROBA

moja choroba działa powoli
jak afrykańska trucizna
sporządzona przez wytrawnego
znachora

tyle już dni minęło
a ja leżę w ciszy
patrzę na swoje stopy
i żałuję tej rosy
która właśnie spada
na trawnik

mój kolega
istny rabin z wyglądu
klepie mnie po ramieniu
opowiada o dziewczynach
podglądanych w publicznej łaźni

widzę wtedy jego twarz
i w oczach podstępnie sfotografowane
pośladki

mów rabbi opowiadaj

1977

początek strony

***

po kolana zapadałem się w śnieg
raniąc niewinność
zimowego pola

wieńczyło je
światło pełgające
w oknie twej sypialni

początek strony

***

Stukam na maszynie te słowa
i wiem że jestem niepoprawny
bo któż o tej porze pisze na maszynie
tak nieudolnie

wybaczcie mi ludzie to wolne pisanie
lecz moje myśli obrzękłe
są teraz zadowolone
pomału sobie istniejąc

początek strony

CYRULIK TORUŃSKI

w tym samym czasie
kiedy przemawiał fanatyk partyjny
w tym samym czasie
kiedy samopodpalał się fanatyk religijny
w tym samym czasie
kiedy przemykał się fanatyk konspiracyjny
królik z powagą dymał królicę
ja wybierałem się do cyrulika
białe zwiewne rękawiczki
osuwały się w niezbadane
wnętrze cylindra

początek strony

BAŚŃ O BAŁWANIE

wiosna
topniejący bałwan
ze zdumieniem
odkrywa w sobie
czarny od sadzy
pogrzebacz
teraz umiera w spokoju

szczęśliwy kto dotknął
rozżarzonej granicy
swojej tęsknoty

20.02.1978

początek strony

PEŁNIA JESIENI

dwudziestoletnia wdowa
pocałowała mnie w szyję
uciekam zataczając się
czy zdążę czmychnąć
przed jej rozpaczą?
przenigdy!
oto czarne pończochy
wypchane złotymi liśćmi!

początek strony

***

oto nasza wieczność
szepnąłem
gdy przycupnęliśmy
nadzy przy kominku
a płatki śniegu
z naszych włosów

o tam
gdzie już ich nie ma

początek strony

NIEDOPATRZENIA

widziałem jeszcze kilku
nikczemników na wolności:
dzieciak popiskiwał
na delikatnym listku bzu
łyżwiarz na wymiecionym jeziorze
snuł długi szal

początek strony

***

jej dekolt
był zaledwie wierzchołkiem
lodowca
którego prawdziwe wdzięki
okrywały niedostępne
i arktyczne fale
mrocznej sukni

początek strony

MSZA NIEDZIELNA

jaka piękna pani
jest dzisiaj w kościele

dzwonnik oddał dzwonom
swoje serce

jaka piękna pani

parafianie płaczą
ze szczęścia
i ciągną za sznur

jaka piękna pani

smutny kościelny
z trudem
przełyka Chrystusa

jaka piękna pani

proboszcz składa
dłonie w powietrzu
delikatnie
jak na gołębiu

błogosławiona między niewiastami
rozpuść swe włosy nad nami

Toruń, 1977

początek strony

MODLIŁEM SIĘ ZA NAS TAK CICHO

i słyszałem
łzy żandarma
gdy do gitary rozbitej
spadały

i słyszałem
ciepłe ptaki
gdy na drżących więźniach
siadały

i słyszałem
trzech ministrów
gdy nad jaskółką zmarzniętą
płakali

i słyszałem
kroki bosych
gdy nad biedą państwa
radzili

i słyszałem
serca bałwanów
gdy od mrozu pękając
krwawiły

początek strony

***

jadąc w ostatnim autobusie
zagryzam smutek zimnym jabłkiem

początek strony

***

to na znak miłości
do króla
wszyscy poddani
każdego zimowego
ranka
wychuchiwali serduszka
na więziennych szybach
luty

1978

początek strony

***

zima w miasteczku
śnieg zasypał kominy
zaniepokojony kominiarz
grzeje w dłoniach
swoje osmolone serce

grudzień 1977

początek strony

***

zasnąć pod kołdrą
z wigilijnego nieba
ach czmychnąć

początek strony

***

obudzić się na
letniej plaży
gdy do stóp podchodzi
otwarty ocean

początek strony

***

ach mój sen
jak stadko ministrantów
z odfruwającymi dzwonkami

początek strony

***

wtedy nagle
uchyliłem parasol
i stałem nagi
pomnożony tysiąckroć
o każdą kroplę

początek strony

***

i właśnie
podczas burzy
wstąpiła po omacku
do mojego pokoju
zapłakana gałązka bzu

początek strony

TYLKO

tylko przez
jedną chwilę
mały wróbelek
zakrył swoim cieniem
połowę katedry

początek strony

***

dokąd mnie niesiecie
kołyszące się włosy

początek strony

PODRÓŻ DO CIEPŁYCH KRAJÓW

kiedy zdejmujesz
powoli długą koszulę
kiedy rozplatasz przed lustrem
swój ciepły warkocz
w naszej izdebce
ogień zaczyna buzować

spóźniony stary bocianie
który stoisz na dachu
sztywny od zimna
i zaraz rozsypiesz się
jak dziurawa torebka cukru
współczuję ci

na nic więcej nie mam czasu

moje dłonie
błądzą po różanym
ogrodzie w Damaszku

moje dłonie
dotykają wiszących
pomarańczy

w moich dłoniach
najniższa gwiazda
poci się jak pieniążek

gdy na podwórku
śnieg odbiera kurom
ostatnią nadzieję śniadania

początek strony

RÓŻA

gdy wychodzę najeżony od zimna
na podwórko
w papciach przykrótkich
piętami przydeptując śnieg
i wyrzucam śmieci
jak Pan Bóg przykazał
do popielatego zbiornika
zauważam na dnie
uduszoną różę

jest blada jak
martwa zgwałcona dziewczyna
odnaleziona rankiem
przez zaspanego robotnika
pierwszej zmiany

nie zdążyłem
musnąć palcami
jej pochylonej głowy
nie zdążyłem
poznać jej zapachu
nie odtworzą jej
zapachu
poezje żadnego świata

początek strony

TWE CZUJNE OKO

twe czujne oko
obcy astronomie
zauważa jesień na ziemi

lądy łagodnieją prawda?

dzieją się rzeczy dziwne
złoto przelewa się w złoto

o tej porze roku obserwując naszą planetę
nie nastawiasz ostrości

początek strony

DRŻĄCYM GŁOSEM

właśnie skończyłem wiersz
przypatruję mu się bacznie
wyciągam dłoń stawiam palec
badam proporcje niby malarz

i tylko ty wiesz
jak zbędne są to zabiegi
i że za chwilę usiądę przy tobie
z miną małego chłopca
któremu pani poprawia dyktando
z miną na wpół świadomego
swego łotrostwa hultaja
i przeczytam

początek strony

***

ostatnio łapię myśli
zaledwie za ich futrzane ogony
w garści pozostaje
stosik zmiętych słów
potargany i bezładny
kołtun sierści

początek strony

LATEM

1.

co za upał
musiałem wpuścić
parasole do wanny
jak czarne karpie
przed wigilią

2.

aby przetrwać
połykamy z żoną
kawałki lodu
dziś zwymiotowałem
je na dywan
przezroczyste mokre
nieziemskie

3.

oglądamy zdjęcie
z przewrotnej Kalifornii
gdzie nawrócona zima
napadła na pomarańczowy gaj
z ciepłych dziewczęcych owoców
zwisają sople
rumiany ogrodnik
porusza się na
ugiętych nogach
zbrodnia przekroczyła
granice jego snów

4.

kiedy zbliża się burza
moja peleryna
pręży się
w ciemnym przedpokoju
jak dojrzewająca dziewczyna
naga
przed lustrem

początek strony

Z PYTAŃ ZADAWANYCH SZEPTEM

kto z nas rozsunie
oszronione halabardy
drzemiących strażników
kto z nas?

początek strony

PRZEZ TELEFON

jak pocałunki
przez szybę
wymienialiśmy uwagi
na temat 160 kilometrów

początek strony

NOC CHAGALLA

trzecia w nocy
trzecia najgłębsza cisza miasta

śpią parafianie
śpią w czystej bieliźnie
pieniążki parafian

śpią aniołowie stróże
i śpią dozorcy nocni

śpi Pan Bóg z rozpuszczoną brodą
cicho spadającego śniegu
i śpi powiatowy sekretarz
na aksamitnej poduszce
od orderów

śpią wszyscy

zmęczona Polska śni
zawieszona nad miastem
jak pijana dziewczyna
z wplątanymi
w miejskie więzienie włosami

po których wspinają się
wracając do swoich cel
opieszali uciekinierzy
zawiedzeni
zapłakani

początek strony

KOLEJNE WIERSZE