STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY
Felietony
<<<powrót

FOTOGRAFIE

WYWIADY

INFORMACJE

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

   

"GENERALNIE... JESTEM..."

.Fragment wywiadu z gwiazdą ekranu: - Długo pani sypia? - pyta dziennikarz. - Cóż za pytanie?! Generalnie, jestem niewyspana... Chociaż ostatnio czasu na sen mam jakby trochę więcej... - odpowiada gwiazda. W tej leniwie snującej się rozmowie tylko z pozoru niewiele powiedziano. Przepytywana aktorka, oprócz informacji wynikających wprost z jej odpowiedzi, dała nam do zrozumienia, że na każde pytanie, bez względu na jego rangę, chce odpowiedzieć z jak największą ostrożnością. Tak, jakby przewidywała, że skutki prawne tej niewinnej informacji mogą ją zawlec przed Trybunat Konstytucyjny. Użyta tu konstrukcja zabezpieczeń o wiek lepiej pasowała by do następującego dialogu:

- Czy jest pani antysemitką?

- Cóż za sformułowanie! Generalnie nic mam nic przeciwko żadnemu narodowi Chociaż ostatnio aktywność jednego z nich jest w naszym kraju jakby trochę większa... i tak, za pomocą dwóch słów - wytrychów, którymi są: "generalnie"! "jakby" udaje się nam powiedzieć wszystko i nic: w tym samym zdaniu. A oto inna wersja wywiadu o spaniu, zredukowana i nie uciekająca od znaczeń:

- Długo pan! sypia?

- Cóż zapylanie? Ciągle jestem niewyspana... Chociaż, ostatnio czasu na sen mam trochę więcej. Może więc gazeta, która drukuje taki wywiad, popelnia błąd na poziomie korekty? Od kilku lat zastanawiam się nad bezprecedensową karierą dwóch słów - kluczy; "jakby" i "generalnie". Co powoduje, że z jednej strony ochoczo ruszamy do uogólnień i - wypinając dumnie pierś - "generalizujemy", by już za chwilę w tym samym zdaniu garbić się pod wagą jego pierwszej części i otwierać furtkę "jakby" ucieczki? Nie pisałbym o tym, gdyby moja, nadwątlona środowiskowo polszczyzna nie była podatna na te bzdury. A jest! Pięć lat temu odkryłem, że mówię "jakby". Jechałem właśnie samochodem i słuchałem wywiadu z BARDZO UZNANYM REŻYSEREM. Ów wrócił dopiero co z wojaży zagranicznych suto zakrapianych nagrodami i opowiada o percepcji swojej sztuki na Zachodzie, która następowała jakby, z powodzeniem, a jego film przyjęty został jakby entuzjastycznie, ale to jakby jeszcze nie przesądza o jego sukcesie jakby komercyjnym, który zostanie określony jakby przez przyszłość...

Magiczne słowo "jakby" pełniło w tej wypowiedzi rolę podwójną: po pierwsze, było typową protezą przystankową; po drugie zaś, określało naszego B. U. REŻYSEKA środowiskowo. Taki, weźmy na to, piłkarz po udanych występach w zagranicznej drużynie opowiedziałby nam o nich, używając protez w rodzaju "yyyy" albo "eee". Rockman powpychałby, gdzie się da, słówko "zajebiście", które poprzez uporczywe pojawianie się w wywiadach z rockmenami slraciło dawno kontakt ze swoim rdzeniem (nie śmiem go tu przytoczyć), a uzyskało wtórną funkcję oznaczania delikwenta, który go używa. Używam słówka "zajebiście". Ergo: jestem "rockmanem ". A reżyser powie: jakby.. On zawaha się delikatnie, kiedy ma opisać rzeczywistość. On nie powie nic wprost, bo sam świat nie istnieje wprost, tylko jakby. Jakby, jakby, jakby... Tak było pięć, a może i siedem lat temu. Wtedy to magiczne słowo było w wyłącznym władaniu intelektualistów. Dziś, generalnie, wszyscy mówią "jakby" i "generalnie". Dlaczego tak łatwo przyswajamy sobie cechy sfer intelektualnie wyższych? Przykład aktorki cytowanej na wstępie jest dobitnym dowodem przeciekania tego przyzwyczajenia na niższe piętra. Dlaczego? Bo, generalnie, chcemy być jakby mądrzejsi. Dlatego powtarzamy za reżyserami stówko "jakby", a reżyserzy nie powtarzają za rockmenami słówka "zajebiście" (chyba że sam Pasikowski przestałby stronić od wywiadów). Kultura słowa, jak widać, spływa z góry do najniższych kondygnacji, aż trafia do szamba.

I tak, za pomocą dwóch słów - wytrychów, którymi są: "generalnie" i "jakby" udaje się nam powiedzieć wszystko i nic w tym samym zdaniu.

Ale to jest tylko cząstka prawdy. Pomyślcie tylko o starych, dobrych latach 60. 70., ba! nawet 80. Wywiady przeprowadzane były przez gwiazdy konwersacji. Irena Dziedzic do Tele-Echa byle kogo nie zapraszała. Forma wywiadu na żywo była niemalże niedopuszczalna, bo przecież w każdej chwili komuś mógł przyjść do głowy samobójczy pomysł w postaci indiańskiego okrzyku: "Mucha rucha na komucha!" A tu nagle nastają wolne lala 90.! Proszę Państwa, od tej chwili muszą Państwo istnieć w dwójnasób! Po pierwsze: robić swoje (reżyserzy reżyserować, rockmeni czadować), po drugie: mówić o sobie, BYĆ MEDIALNYM... Wygląda to tak, jakby wszyscy naraz dostali łyżwy i od razu musieli wystartować w wyścigu. Część stoi na starcie, rozkraczona i bezradna. Oni nie są MEDIALNI! Reszta rusza po zwycięstwo spoglądając po sobie i naśladując się nawzajem, Świat jest śliski i trudny do opisania, a trzeba iść do przodu. Trzeba ruszać narządami mowy, żeby się przemieszczać. No... To... Najogólniej... Jak... Można... Generalnie... l .... Jakby... Dalej... Mówiąc najogólniej... Że dziś... Czujemy się... Generalnie... Lepiej...

Ale... Jakby trochę gorzej niż wczoraj... Uff. Wejście na żywo się skończyło! Super! Teraz możemy sobie potrajkotać na luzie! Ten wczorajszy koncert Makowicza zajebisty, co? Byłeś na "Titanicu"? Pewnie, że dla jaj! Mnie to w ogóle nie ruszało! Dobrze wypadłem w wywiadzie? No, stary, ja jestem MEDIALNY!

Tylko co to znaczy, że jestem medialny? Czy przypadkiem nie znaczy to, że jestem zunifikowany stylistycznie? Czy oznacza to moją - bezpieczną dla mediów - obecność? Czy znaczy to, że "generalnie" jestem "jakby"?

Kilka miesięcy temu zamieszkaliśmy z moją rodzinką w nowym miejscu. Osiedle co się zowie, niewielkie. Ma być strzeżone. Póki co, nawet płotu nie ma. Wokół szeregowce z lat 80. Wychodzę w nocy na spacer z moją rudą suką i słyszę z balkonu "starych mieszkańców": "Generalnie tędy się nie chodzi! Ty taki owaki...
No i co? Czyż nie mam racji? Szambo, jakby...

początek strony