STRONA GŁÓWNA

BIOGRAFIA

DYSKOGRAFIA

TEKSTY

FOTOGRAFIE

WYWIADY

INFORMACJE
"Życie Warszawy";
<<<powrót

MULTIMEDIA

KSIĘGA GOŚCI

CHAT

SONDA

KONTAKT

  MUZYKA. Zmarł Grzegorz Ciechowski, jeden z największych polskich artystów

Artysta osobny

Nie był ani buntownikiem, ani ideologiem. Jego twórczość, stanowiąca analizę psychiki człowieka wrażliwego, mierzącego się ze światem, przełamująca schematy rock'n'rolla, była propozycją dla nielicznych, podobnych mu ludzi wrażliwych i inteligentnych, A jednak pozostaje jednym z symboli rocka i buntu - rocka jako sztuki, buntu człowieka pragnącego być wolnym.

TOMASZ LADA

Śmierć Grzegorza Ciechowskiego jest szokiem. Zmarł człowiek młody, dbający zawsze o zdrowie. Odszedł w chwili, gdy głowę miał pełną planów. Żył tym, co przyniesie przyszły rok - narodzinami dziecka, nową płytą, kolejnymi projektami... Czuł, że po kilku latach chudszych znów złapał wiatr w żagle. Zresztą oglądając jego występy, słuchając ostatnich nagrań było się pewnym, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Był wielkim, łamiącym schematy artystą. Już słuchając jego pierwszych nagrań wiedziało się, że ten artysta jest jednym z największych w historii polskiego rocka. Pierwsza nagrana piosenka jego grupy, Republiki, zszokowała polską publiczność. Nikt przedtem tak nie grał, nikt nie pisał takich tekstów i nikt tak nie śpiewał. Zaskakujący motoryczny, rwany temat, tekst będący błyskotliwą metaforą, możliwą do odczytania jako refleksja na aktualny temat lub jako wypowiedź człowieka uwikłanego w niechciany system społeczny, wreszcie rozedrgany, dramatyczny głos sprawiały niezwykłe wrażenie. Już wtedy czuło się, że to ktoś ponad układami i malościami. Artysta osobny, kreujący własny, niezależny świat, konsekwentnie zmierzający do celu.

Tę ocenę potwierdzały kolejne przeboje i dwa pierwsze albumy Republiki - "Nowe sytuacje", "Nieustanne tango", Ciechowski wciąż się rozwijał, wciąż rozszerzał muzyczne horyzonty. Ostatnie nagrania Republiki z roku 1986 ("Moja krew", "Sam na linie") i piosenki z pierwszego albumu Obywatela G.C. przedstawiały go jako uwrażliwionego outsidera, człowieka skupionego na sztuce i uczuciach, artystę porównywalnego wielkością do Davida Bowie.

Koniec lat 80. był najlepszym czasem w jego karierze. Zwłaszcza rok 1988. Fenomenalny koncert na festiwalu w Sopocie, wielka, halowa trasa koncertowa po Polsce i znakomity album "Tak! Tak!" uczyniły z Ciechowskiego polskiego artystę nr 1. Zarówno pod względem komercyjnym, jak i artystycznym. Każda kolejna prezentowana w radiu piosenka z "Tak! Tak!" stawała się wielkim przebojem. Stawała się, choć stanowiła dla słuchaczy także wyzwanie intelektualne. Pochodząca z tego krążka piosenka "Nie pytaj o Polskę" była jeszcze czymś więcej. Stanowiła zaskakujące wyznanie artysty patrioty, a zarazem mężczyzny kochanka uwikłanego w namiętne uczucie i świadomego nieodwzajemnienia.

Lata 90. rozpoczęły się dla Ciechowskiego gorzej. "Obywatel świata", kolejny album Obywatela G.C, poniósł klęskę. Podobnie stało się z nagraniami reaktywowanej Republiki. Ciechowski wyprzedzał czas. Polska publiczność nie dorastała do jego wielkości. Dopiero w połowie dekady wrócił do łask mediów i słuchaczy.

Album "OjDADAna" łączy polskie melodie ludowe z nowoczesną muzyką taneczną. Ciechowski znów wyprzedził epokę, ale tym razem trafił w gust znużonej jałowym popem publiczności. Jeszcze większy sukces artysta odniósł jako producent, autor muzyki i tekstów dla Justyny Steczkowskiej. Wcześniej produkował, co prawda, nagrania dla innych (Atrakcyjny Kazimierz, Kasia Kowalska), ale jeszcze nigdy na taką skalę. To on nadał Steczkowskiej dziki, artystowski wyraz, to on sprawił, że ta utalentowana góralka stała się "dziewczyną szamana", prawdziwą gwiazdą.

W roku 1998 znów wrócił do swej miłości - Republiki. Jej album "Masakra" to najdoskonalsze dokonanie Ciechowskiego. Płytę wypełniła muzyka nowoczesna i głęboka, przebojowa i mądra, błyskotliwa i przewrotna, Wiele było na niej słów o rozstaniach i końcu czegoś. Dziś, mając świadomość, że Grzegorz Ciechowski nie nagra już żadnej nowej piosenki, wraca refren jednej z tych z "Masakry". Śpiewał tam "odchodząc, zabierz mnie". Lepiej, żeby nie odchodził.

W roku 1985 Republika występowała na festiwalu w Jarocinie. To był pierwszy koncert grupy na tej imprezie. Kilkanaście tysięcy widzów przywiatało Ciechowskiego i jego kolegów gwizdami. Na scenę poleciały pomidory i różne przedmioty. Republika była traktowana jako zespół komercyjny, kolaborujący z oficjalnym radiem. Zespól nieprawdziwy, sprzedający fałszywego rocka. Jednak w czasie kolejnych piosenek było coraz ciszej. Po zakończeniu koncertu kilkanaście tysięcy buntowników i rockowych ortodoksów nie chciało wypuścić Republiki ze sceny. To chyba najlepiej świadczy o wielkości Grzegorza Ciechowskiego.

Każda wiadomość o czyjejś śmierci jest straszna. Ta jednak była straszniejsza niż inne. Odszedł nie tylko wybitny artysta, ale też wspaniały, wyjątkowy człowiek. Będzie nam go brakowało. Jego, jego muzyki i jego głębokich tekstów.

Grzegorz Ciechowski zmarł w sobotę, 22 grudnia, w wieku 44 lat.


początek strony